Wietnam – niezły sajgon w mieście Saigon

Do przejścia granicznego z Wietnamem dotarliśmy przed południem. Po stronie kambodżańskiej nie mieliśmy żadnych problemów, pieczątka i do widzenia. Podjechaliśmy do granicy wietnamskiej i tam strażnicy kazali nam wejść z rowerami do budynku. Ok. Wdrapaliśmy się po stromym podjeździe, a wraz z nami duża grupa turystów. Po chwili jeden Pan rozpoznał markę mojego roweru i zapytał czy rowery są z Polski. I tym sposobem nawiązała się rozmowa. Okazało się, że grupa jest z Polski, a turyści z Dolnego Śląska. Więc jesteśmy z domu. Była też jedna Pani, która kilkanaście lat pracowała w Strzelinie.  Świat jest bardzo mały 🙂 Dostaliśmy polskie cukierki i pożegnaliśmy się, ponieważ paszporty dla osób z grupy zostały podbite "od ręki".

A my czekaliśmy w kolejce. W końcu doszliśmy do okienka, ale urzędnik odesłał nas do innego. No nic, trwało to dłuższą chwilę, ale nadal nic się nie działo. Podeszłam do pani "pośredniczki", która przejmowała paszporty i podawała je do okienka i kazała nam dać paszporty i włożyć do każdego 1 USD. Zaczyna się wietnamska korupcja, dobrze, że nie zażyczyli sobie więcej.

Mamy, pieczątka jest, wychodzimy z budynku, a tam autobus naszych turystów. Zrobiliśmy sobie kilka pamiątkowych zdjęć i ruszyliśmy w trasę. Przy okazji prosimy o podesłanie zdjęć na adres: dookolaswiata2014@gmail.com chcielibyśmy je dodać do wpisu 🙂

I co dalej... droga do Ho Chi Minh to praktycznie cały czas miasto. Zabudowa zaczyna się kilka kilometrów za granicą i końca nie ma. Ale dotarliśmy w końcu do miasta z drobną pomocą autobusu na trasie. Znalezienie hotelu też nie było trudne, bo każdy komu pokazaliśmy kartkę  z adresem wiedział mniej więcej gdzie to jest. Problem był, aby w ogóle poruszać się po tym mieście na rowerze.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ruch uliczny to niekończąca się opowieść. OLYMPUS DIGITAL CAMERATo nic, że mamy czerwone światło, jedziemy, bo inni też jadą. Później mamy zielone, też jedziemy. Chcemy skręcić to skręcamy, nie patrzymy za siebie, bo w innym wypadku ktoś zaraz na nas najedzie, zatarasuje nam drogę lub wjedzie przed nas i klops. Dotarliśmy po jakimś czasie do hotelu, a tam tylko pomachali nam rękami i sobie poszli. ??? nie wiadomo o co chodzi. Kilka minut później pojawił się pan na skuterku, mówiący po angielsku, który wytłumaczył, że nie ma miejsca w hotelu mimo naszej rezerwacji i że zaraz nam pokażą drogę do innego. Faktycznie kilka slalomów między skuterami i wąskimi uliczkami i byliśmy już przy innym hotelu. Potargowaliśmy się o cenę i mieliśmy pokój. I ruszyliśmy w miasto. Pieszy ma na ulicy jeszcze gorzej niż rowerzysta, ale po kilku przejściach byliśmy już mistrzami. Trzeba wejść na drogę i przeskakiwać między skuterami lub zatrzymać się zupełnie na środku drogi i poczekać aż ktoś przejedzie i zrobi nam minimalne miejsce do przejścia.

Następnego dnia wybraliśmy się na miejskie targowisko.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Po kilku minutach usłyszeliśmy język polski. Rozglądamy się i faktycznie. Spotkaliśmy znów Panie z wycieczki. Zamieniliśmy kilka słów i każdy udał się w szał zakupów na bazarach. Chwilę później pomyśleliśmy, że mogliśmy sobie zrobić zdjęcie na tym targu. Jednak naprawiliśmy swój błąd jakąś godzinę później, kiedy spotkaliśmy kolejne osoby z wycieczki. Tym razem już mamy zdjęcie 🙂 OLYMPUS DIGITAL CAMERAPozdrawiamy wszystkich bardzo serdecznie !!!

No Comments Yet.

Leave a comment