Wietnam – Dalat

Udało się, dostaliśmy wizę do Chin. Nasz wybawca - Tony załatwił tez dla nas autobus sypialny do miasta w górach i transport cargo dla rowerów. Nie ma co, bez niego na pewno by nam się nie udało tego wszystkiego zorganizować, tym bardziej, że w żadnym z biur nikt nie mówił po angielsku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wsiedliśmy do autobusu sypialnego. Wynalazek nie z tej ziemi. Łóżka są piętrowe, a stelaże zamontowane w trzech rzędach. Jeśli ktoś nie mierzy więcej niż 170 cm spokojnie może się wyprostować na takim łózko. Ale jeśli ktoś jest wyższy, to niestety, kolana pod broda. Ale mimo wszystko jest to dobre rozwiązanie, bo i za nocleg nie trzeba płacić i przy okazji przemierza się kolejne kilometry.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W Dalat mieliśmy już zapewniony nocleg, w hotelu, który prowadzi brat Tonego. Wsparliśmy przy okazji rodzinny interes. Ale była to dobra decyzja, bo w hotelu byliśmy sami, a że był troszkę na uboczu, nie musieliśmy się przebijać miedzy turystami, którzy błądzili po głównych ulicach miasta.

Samo miasteczko, zdecydowanie dużo dużo mniejsze od Ho Chi Minh ma swój urok. W samym centrum znajduje się jezioro, które właściwie stanowi punkt orientacyjny w mieście. Wszystkie pozostałe ulice wznoszą się ponad nim, wiec widok jest piękny.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAW mieście życie rozpoczyna się po zmroku, kiedy to "otwiera" się nocny bazar, a tłumy mieszkańców i turystów kręcą się miedzy straganami z jedzeniem i lokalnymi wyrobami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAMy spróbowaliśmy ryżowego naleśnika. Na papier ryżowy, który leży na grillu, wbija się jajko , dodaje kiełbasę i warzywa i miesza aż jajko się zetnie. Później zawija się jak naleśnik i gotowe. Taka przyjemność kosztuje 1.250 dong = 2,5 zł.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Co można robić tu kilka dni?

Przede wszystkim trzeba wybrać się na górę Langbiang, która oddalona jest od miasta ok. 12 km.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pojechaliśmy tam na rowerach, wiec mieliśmy dobra rozgrzewkę po górskich wertepach. Przy wejściu można zostawić rowery, zapłacić za wstęp ( 20.000 d) i ruszyć na szczyt.

OLYMPUS DIGITAL CAMERANajpierw zobaczymy konie pomalowane jak zebry 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERAA później już czeka nas strome podejście pod górę. Pierwszy odcinek idzie się po asfalcie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA A gdy asfalt się kończy pojawia się kolejna budka gdzie trzeba kupić drugi bilet ( tez za 20.000d) i wtedy droga wiedzie przez las. Ostatnie 1000 metrów wymaga dość dużego wysiłku, bo podejście jest prawie w pionie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAJednak widok z wysokości 2.167 n.p.m. jest piękny.

Drugiego dnia wybraliśmy się do wodospadu słonia ( Elephant waterfall).

Do celu jechało się wspaniale, 30 km nowej drogi, cały czas z górki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERACo ciekawe - wodospad znajduje się w centrum wioski. Wystarczy skręcić 100 metrów z głównej drogi i już mamy hektolitry wody, które spadają w dół.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAZejście wokół wodospadu jest dość dzikie i nie dla wszystkich dostępne ( jak ktoś się boi skakać po śliskich skalach to wszystkiego nie zobaczy), jednak opary wody tez dają miłe orzeźwienie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

No Comments Yet.

Leave a comment