W drodze do Viedma

Z Las Grutas kierowaliśmy się na północ, a pierwszym przystankiem było miasteczko San Antonio Oeste. Jednak to tylko 20 km więc bez sensu by było zatrzymywać się tutaj na noc. Dlatego ruszyliśmy dalej. Jednak za daleko nie ujechaliśmy, bo tuż przed głównym skrzyżowaniem ( jakieś 10 km od miasta) Piotrek złapał gumę w rowerze. Dobrze, że niedaleko pojawił się napis „Gomeria” więc mieliśmy pewność, że nie trzeba będzie się mordować w upale z dętką, tylko zrobi to za nas lokalny wulkanizator.OLYMPUS DIGITAL CAMERA Poczekaliśmy, aż zje obiad i naprawi dętkę, a później ruszyliśmy. Droga całkiem przyjemna, ale znów słońce biło prosto w twarz, a wiatr spychał tym razem w stronę środka jezdni. Na postoju na wodę, postanowiłam spróbować czy uda się coś złapać, choć na drodze nie było widać żywego ducha. Przejechał jeden pick up, ale się nie zatrzymał. Nie zatrzymał się, ale po chwili po nas wrócił. Z samochodu wyszedł chłopak w kapeluszu i zapytał co się stało. A później powiedział, że on razem z dziewczyną jadą dziś na plażę, a jutro do Viedmy i jeśli chcemy możemy się zabrać z nimi. Do plaży nie było daleko, jechaliśmy jakieś 4o kilometrów po czym wjechaliśmy samochodem na plażę. A tam oprócz nas kilka innych samochodów, obozowiska z namiotami i plaża szeroka na ponad 100 metrów.

Zapytali czy chcemy też się rozbić na plaży, więc oczywiście skorzystaliśmy z tej propozycji. W sumie dlaczego nie, cały czas byliśmy bardzo blisko wybrzeża, ale do tej pory jeszcze nie spaliśmy na plaży. OLYMPUS DIGITAL CAMERA Rozbiliśmy namiot i poszliśmy się kąpać. Woda wspaniała, czysta, orzeźwiająca, a na plaży tylko kilka osób. Raj. I nasi towarzysze podróży Renato i Teresa również bardzo mili. Wypytywali nas o podróż i o Polskę, więc dzień minął nam bardzo przyjemnie. A następnego dnia rano, wypiliśmy poranną herbatę. OLYMPUS DIGITAL CAMERAPo czym  zapakowaliśmy rowery do bagażnika, siedliśmy w kącie i ruszyliśmy do miasta Viedma. OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Brak komentarzy.

Napisz komentarz