Tajlandia – Bangkok

No i dolecieliśmy. Na dobry początek przyleciały też nasze rowery i bagaże więc jeden problem z głowy - mamy wszystko po tym kilkudniowym locie. Teraz kolejna rzecz, jak dostać się do miasta. Oczywiście taksówkarz z lotniska zdarł z nas podwójnie, ale wiadomo, ze w każdym kraju taksówkarze tak robią, dlatego nie byliśmy bardzo zdziwieni. Tym bardziej, że była 2 w nocy, więc chcieliśmy jak najszybciej się wykąpać i położyć spać.

Następnego dnia rano wyruszyliśmy w rejs. Po drodze znaleźliśmy budkę agencji turystycznej i mimo że właściciel nie zwrócił na nas uwagi kiedy weszliśmy, przy drzwiach miał mapy miasta, więc wzięliśmy jedną i poszliśmy zlokalizować atrakcje. OLYMPUS DIGITAL CAMERABez wątpienia nie brakuje ich w stolicy Tajlandii.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERACo krok wyłaniała się przed nami świątynia, a przy niej kramy z kolorowymi wieńcami z kwiatów, które to mieszkańcy kupują i składają w ofierze przed świętą figurą.OLYMPUS DIGITAL CAMERA  OLYMPUS DIGITAL CAMERANie będę tu opisywać ich wierzeń, bo nie do końca je rozumiem, ale trzeba przyznać, że przy każdym bóstwie jest stos kwiatów, palą się kadzidełka i jakaś osoba pada na kolana i się modli. Idziemy dalej... trochę błądzimy w upalny i parny dzień, dlatego park, który się przed nami wyłonił to było zbawienie. A w nim kolejna niespodzianka - gady. OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pływały w stawie lub wychodziły sobie na trawę, ale nie podchodziły zbyt blisko do ludzi. Nie wiadomo jak się nazywają, więc dla nas to gady / kajmakany / mini-krokodyle. Jak zwał tak zwał, ale od razu w pierwszy dzień skosztowaliśmy trochę orientu w miejskim parku.

Błądzenie zajęło nam cały dzień, ponieważ chcieliśmy zobaczyć najbardziej znane świątynie, które od naszego hotelu były oddalone o mniej więcej 2 godziny spaceru. Spacer był jednak dość męczący, bo oprócz parku z gadami, nie było ani grama spokoju. Miasto tętni życiem w każdej alejce. Wszędzie rozłożone są kramy z jedzeniem, w każdym kącie ktoś coś je lub sprzedaje. Zapachy są bardziej lub mniej zachęcające, a leżące wokół śmieci to przegląd lokalnej kuchni. Do tego tłumy ludzi i niekończący się korek na ulicach - witamy w Bangkoku. Ale nic się na to nie poradzi, trzeba się przyzwyczaić.

OLYMPUS DIGITAL CAMERADobrze, że w końcu dotarliśmy do zagłębia wielkich świątyń, gdzie panuje wszechobecna cisza. OLYMPUS DIGITAL CAMERAJeśli ktoś planuje się wybrać na maraton świątyniowy to warto wcześniej sprawdzić kiedy są otwarte dla turystów i mieć w torbie chustę, aby zakryć nogi i ramiona. Można tez taką chustę wypożyczyć przy kasie z biletami, ale warto jednak mieć swoją, gdyby przypadkiem innych zabrakło.

Nasz hotel znajdował się po drugiej stronie rzeki ( po tej samej stronie co dworzec kolejowy jednak po przeciwnej do świątyń).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jedna stronę przeszliśmy przez most, w drugą przepłynęliśmy mini promem za 3 BHT        ( czyli ok. 50 gr). A później zaczęliśmy szukać tuk tuka, aby nas zawiózł do hotelu. O samych tuk tukach będzie osobny wpis, bo to wymaga dłuższego komentarza. Jednak warto pamiętać, aby kierowca tuk tuka chce z nas wyciągnąć ostatni grosz i targowanie się to chleb powszedni. Tak było i w naszym przypadku. Nie mieliśmy już siły i zobaczyliśmy jeden wolny tuk tuk, jednak kierowca chciał on nas 500BHT. A że jest to cena nie do zaakceptowania, poszliśmy dalej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAZza drzew wyłoniła się kolejna atrakcja - Wat Saket - złota góra.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAWeszliśmy więc na nią, by podziwiać panoramę miasta. A później tuż przy wyjściu złapaliśmy tuk tuka do hotelu za 20BHT. Nie znając przelicznika walutowego od razu widać różnicę.

No Comments Yet.

Leave a comment