Tajlandia – Bangkok po raz kolejny

Jeśli ktoś z Was wybiera się do Tajlandii to na pewno będzie w Bangkoku co najmniej dwa razy. Cała sieć komunikacyjna jest tak skonstruowana, że chcąc nie chcąc przez Bangkok trzeba przejechać.

My prawie pół pobytu w Tajlandii spędziliśmy w tym mieście, więc centrum znamy zapewne lepiej niż Warszawę. Ale takie są uroki, jeśli chce się podróżować dalej, a potrzebna jest wiza. Wróciliśmy do stolicy z wyspy, ale okazało się, że wietnamska ambasada świętuje nowy rok i ma przerwę w pracy do 22 lutego. A że był 18, stwierdziliśmy, że pojedziemy na wycieczkę. I wtedy byliśmy w opisywanym już Kanchanaburi.

Po powrocie do ambasady już udało nam się wejść, ale niestety załatwienie wizy zajęło nam więcej czasu, niż w ambasadzie USA w Buenos Aires i tym sposobem musieliśmy zostać kolejne 4 dni w Bangkoku.

Po raz kolejny zawitaliśmy do China Town. OLYMPUS DIGITAL CAMERANic nas nie zaskoczyło, jaki sam misz-masz jak wcześniej.

Wjeżdżaliśmy do miasta kilka razy pociągiem, który zatrzymywał się na przedmieściach, gdzie można było "podziwiać" w jaki sposób jest przygotowywane jedzenie, które później kupujemy na ulicy. OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Eh, chyba lepiej tego nie widzieć przed zjedzeniem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Sposób przechodzenia przez ulicę też się nie zmienił - panuje zasada - pieszy musi się sam postarać, aby przejść na drugą stronę. Kierowcy raczej nie zwracają uwagi, że masz zielone światło i stoisz przy przejściu dla pieszych. Oni mają czerwone, ale znaleźli sposób, żeby przejechać, więc jadą. Dobrze, że mają nad każdym skrzyżowaniem wielkie labirynty kładek dla pieszych.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAStąd też dobrze widać co się dzieje na dole 🙂

No Comments Yet.

Leave a comment