Tajlandia- Ayutthaya

Ambasada Wietnamu w Bangkoku niestety nie jest tak uprzejma i zorganizowana jak ambasada USA w Buenos Aires, ale mogło być gorzej (jeżeli chodzi o długość oczekiwania na wizę). Po złożeniu dokumentów i wpłaceniu odpowiedniej kwoty, czas oczekiwania na wizę to trzy dni.  Nic to, mogło być zawsze gorzej.  Po powrocie do hotelu w wyszukiwarce Google wpisaliśmy frazę: „jednodniowe wycieczki w okolicach Bangkoku” i dostaliśmy na tacy kilka propozycji.  Wybraliśmy zwiedzanie dawnej stolicy Tajlandii, miasta o wdzięcznej nazwie Ayutthaya.  Ayutthaya znajduje się niecałe osiemdziesiąt  kilometrów od stolicy Tajlandii i jest dobrze skomunikowana kolejowo.  Pociąg jedzie tam koło dwóch godzin i kosztuje 15 B. Co możemy w Ayutthayi zobaczyć?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Perełką miasta jest kilka kompleksów świątynnych (znajdują się na liście UNESCO), które nawiązują do czasów świetności miasta. Samo miasto zostało założone około 1350 roku a jego doskonała lokalizacja sprawiła natychmiastowy rozwój. Ayutthaya leżała na skrzyżowaniu szlaków handlowych z Chinami, Indiami i Archipelagiem Malezji,  co sprawiło, że w latach największego rozkwitu (około roku 1700) była najbardziej ludnym miastem świata (około miliona mieszkańców). Miasto swym przepychem i bogactwem zachwycało przybyszów z całego świata.  Historia nie okazała się jednak dla dawnej stolicy Tajlandii zbyt łaskawa., a to za sprawą sąsiadów, którzy  jak to w takich przypadkach bywa, okazali się bardzo o bogactwo zazdrośni. W 1767 roku wojska Birmy zajęły miasto, plądrując je i niszcząc do gołej ziemi. Nigdy później Ayutthaya nie odzyskała swej świetności a dziś liczy sobie zaledwie (w porównaniu do XVII wieku) ponad sześćdziesiąt tysięcy mieszkańców.

Podróż pociągiem minęła nam bez przeszkód i problemów, pewnie dlatego, że rowery zostały w hotelu i nie trzeba było się martwić o ich załadunek (chociaż nasz autorski patent wsadzania ich przez otwarte okno, działał bez zarzutu).  Gdy wyszliśmy ze stacji, przeszliśmy most i na chybił trafił zagłębiliśmy się w miasto. Trwało tu przygotowanie do wielkiej fiesty (nowy rok),

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

gdyż wszędzie rozlokowane były stragany a nagłośnieniowcy sprawdzali moc głośników, z których w wielkim natężeniu wydobywała się tajska muzyka.  Przyzwyczajeni do barwnych straganów i wszelkich możliwych towarów nań wystawionych, brnęliśmy dalej w głąb miasta.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ogólnie rzecz biorąc, ruiny dawnego miasta rozrzucone są po całej obecnej aglomeracji. Zwiedzanie wszystkich zająć może dwa dni i to korzystając ze środków lokomocji w postaci np. tuk tuka. Dwa główne kompleksy świątyń znajdują się w centrum miasta i to właśnie je postanowiliśmy zaszczycić naszą obecnością.

Najbardziej obleganym przez turystów miejscem jest Wat Mahathat (bilet wstępu to 50 B.).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W języku Tajów Wat Mahathat oznacza świątynie wielkich relikwii. Świątynia wybudowana w XIV wieku była siedzibą guru tajskich kapłanów buddyjskich. Do dziś zachowały się jedynie ruiny tego przybytku ale na uwagę zasługuje posag buddy

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

oraz atrakcja turystyczna znana z każdych folderów, głowa buddy w korzeniach drzew.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Spacer po ruinach to około trzydzieści minut. Po wyjściu ze świątyni możemy udać się w celu schłodzenia przegrzanego organizmu w cieniu do okolicznego parku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Park jest bardzo malowniczy, poprzecinany ruinami pomniejszych świątyń, stawami oraz licznymi mostkami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na końcu parku znajduje się kolejny kompleks świątynny Wat Phra Sri Sanphet, który był najważniejszą świątynią dawnej stolicy Tajów. Nad ruinami kompleksu górują trzy wierze.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Ogólnie mówiąc, dla kogoś kto  nie jest znawcą lub miłośnikiem zabytków okresu królestwa Ayutthaya (tak jak my),  ruiny wglądają bardzo podobnie a po kilku godzinach zwiedzania wręcz monotonnie. Naprawdę gratulujemy wytrwałości osobom, które zwiedziły wszystkie zabytki Ayutthayi, my nie mieliśmy tyle wytrwałości. O godzinie 16 udaliśmy się w drogę powrotną pociągiem, by gdy zapadną ciemności dotrzeć już do Bangkoku.

 

No Comments Yet.

Leave a comment