Rumunia-Poiana Rugasu

Poiana (połonina) Rugasu to miejsce, które będziemy musieli przejść kierując się na najwyższy szczyt gór Maramureskich- Farcaul.
Do Poiany dotarłem pod koniec dnia, modląc się w duchu by droga, którą idę była właściwa i doprowadziła mnie do celu przed zachodem słońca. Nie ma nic lepszego niż obozowisko w dogodnym miejscu, prysznic w podgrzanej na ognisko bądź kuchence wodzie, ciepły śpiwór i zaśniecie w poczucie dobrze spełnionego obowiązku. To co możne się nam przytrafić gorszego to nocleg w przypadkowym miejscu, które ciężko zaadoptować na porządne obozowisko, brak wody oraz nocne rozmyślania i zgryzota, czy aby na pewno idziemy dobrą drogą i że jutro trzeba będzie przyspieszyć by nadrobić zaległe kilometry. Górskie pasterskie ścieżynki, wyglądają bardzo malowniczo ale w istocie są labiryntem, który może łatwo wyprowadzić nas na manowce. Dróżki co chwile rozwidlają się, kończą w martwym punkcie by za około 50 metrów znów się zacząć. Oczywiście od oficjalnie wydeptanych ścieżek odchodzą liczne skróty i ślepe uliczki, które nie doprowadza nas nigdzie. O ile dla lokalnych pasterzy drogi i skróty jasne znane są jak własną kieszeń o tyle my możemy liczyć, ze samodzielnie wielokrotnie staniemy przed wyborem jak iść dalej i musimy przygotować się na częste powroty do poprzedniego rozwidlenia dróg. Gdy moim oczom ukazała się mała wilgotna dolinka z domkami, tonąca we mgle, nie posiadałem się z radości.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Poiana Rugasu to miejsce gdzie pasterze w sezonie letnim mieszkają i doglądają stad wypasających się owiec i krów. Szałasy mieszkalne są jedno piętrowe (oprócz jednego-ale o tym później) i zbudowane całkowicie z drewna. Dachy i ściany pełne są dziur a drewno jest zbutwiałe i pokryte mchem. Jest to schronienie bardzo prowizoryczne i tylko ludzie gór są wstanie wytrzymać dłużnej w tak niedogodnych warunkach. W dolince panuje duża wilgotność, podłoże pokryte jest błotem oraz bujnymi skrzypami i paprociami. Błota jest nie raz tak mokre i głębokie, że do kolejnych szałasów trzeba dojść po specjalnie położonych na tą okoliczność deskach lub poszukać innej drogi. Wilgotność ta jest szczególnie nieprzyjemna nocą, kiedy niczym zimna macka wkrada się do śpiwora i odbiera na komfortowy sen w cieple. Drugą niedogodnością i rzeczą ( a właściwie pierwszą pod względem niebezpieczeństwa) są psy pasterskie. Psy są bardzo agresywne i możemy być pewnie, że wystarczy chwila nieuwagi i możemy zostać ugryzieni, psy wałęsają się w okolicy stadami i mogą być naprawdę bardzo groźne.Ich zadaniem jest pilnowanie stad owiec przed rozpierzchnięciem, oraz alarmowanie przed zagrożeniem w postaci wilków, niedźwiedzi i obcych ludzi. Musimy zawsze pod ręką mieć długi kij a najlepiej wypaproszyć się również w gaz pieprzowy. Obszczekiwany przez psy jakoś dostałem się do najbliższego szałasu, w którym zauważyłem starego pasterza. Ruchem ręki zostałem zaproszony do środka i usadzony na drewnianej pryczy. Szałas w którym się znajdowałem był chyba jedynym, który posiadał mały oddzielny pokoik zamiast jednego pomieszczenia dla ludzi i zwierząt. W pokoiku znajdowało się wiele koców (które rozsiewały zapach stęchlizny) i przyrządów codziennego użytku, było strasznie gorąco od rozgrzanej do czerwoności „kozy” w rogu pokoiku. W pokoju ustawione były 3 drewniane prycze oraz stół. Wszystko w surowym drewnie bez żadnych zbędnych udogodnień . Pasterz, zaawansowany już wiekiem rozkazał młodemu juhasowi znajdującemu się w środku przynieść coś do jedzenia oraz mleka. Rozmowa ze starym bacom zaczęła się od połajanki czemu nie mam kija na psy, dowiedziałem się, że to bardzo nieodpowiedzialne i zawstydzony wbiłem swój wzrok w klepisko. Po srogiej lekcji, baca uśmiechnął się i podał mi stojący w koncie kij. Podziękowałem najładniej jak umiałem, gdyż otrzymanie osobistego kija starego bacy to nie byle zaszczyt. Gdy otrzymałem już narzędzie, które zapewnić mi miało bezpieczeństwo, przyszedł czas na naukę jak owe narzędzie wykorzystać. Aby bezpiecznie przejść przez pasterskie stado należy zataczać kijem okręgi na wysokości psiego pyska. Pies (co sprawdziłem) nie przejdzie linii okręgu wyznaczonego przez wolne ale stanowcze machnięcie kijem. Nie należy wykonywać żadnych agresywnych ruchów lub zamachiwać się kije na psy, no chyba, że zostaliśmy już zaatakowani. Bardzo ważną rzeczą jest by nie spuszczać z oczu wszystkich psów, a szczególnie tych, które zostały za nami. Ulubioną taktyką psów pasterskich jest niepodziewane ugryzienie od strony naszych pleców. Gdy słuchałem wykładu na temat psów pasterskich do pokoiku wrócił młody juhas z serem, kubkiem mleka i chlebem. Podczas posiłku mówiliśmy trochę o sobie, tzn ja mówiłem, gdyż baca jak na prawdziwego człowieka gór przystało, był bardzo konkretny , zadawał precyzyjne pytania a o sobie mówił mało. Gdy już skończyłem posiłek zapytałem się czy mogę spędzić noc na pasterskim terenie. Baca zgodził się ale odradzał mi namiot z powodu grasujących nocą do okola wilków i niedziwienie i polecił opuszczony szałas na skraju polany. Był to jedyny szałas, który miał murowaną podmurówkę, a na górne piętro trzeba się było dostać po drabinie. Dziękując za gościnę, wyposażony w kij ruszyłem ku miejscu na nocleg. Szałas był tak samo lichy jak pozostałe, zewsząd odpadały kawały zbutwiałego drewna a przez szpary dostawał się coraz zimniejszy wiatr a murowanym pomieszczeniu na dole odkryłem lokatorkę w postaci krowy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po wykąpaniu się w zimnej wodzie (z niesionej dzielnie nieśmiertelnej banki 5 litrowej) i przebraniu w najcieplejsze rzeczy jakie posiadałem (temperatura dosyć poważnie się obniżyła), rozłożyłem prowizoryczne leże z karimaty, śpiwora i namiotu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zszedłem po drabinie w celu rozpalenia ognia. Na nocnym niebie rozbłyskiwały już pierwsze gwiazdy a ziąb stawał się coraz bardziej dotkliwy, na szczęście drewno, które odpadło z szałasu idealnie nadawo się na na rozpalenia ogniska, przy którym miałem zamiar rozgrzać się , zaparzyć gorącą herbatę oraz przygotować coś do jedzenia. Ognisko pomimo wilgoci udało się rozpalić od razu i mogłem rozkoszować się ciepłem oraz gorącymi kiełbaskami upieczonymi na patyku. Z kubkiem herbaty wpatrywałem się w ogień i oddawałem błogiemu relaksowi po męczącym dniu wędrówki, snułem także plany na najbliższy dzień i dalszą marszrutę podróży. Z rozmyślań wyrwały mnie szmery dochodzące od strony szałasu, z półmroku wyłoniło się 5 mężczyzn. Gdy podeszli bliżej do ogniska okazało się, ze to mój znajomy baca wraz juhasami, postanowili złożyć mi nocną wizytę. Zaprosiłem ich do ogniska i zasiedliśmy przy ogniu. Z plecaka wydobyłem kilka piw i rozdałem gościom, zaczęliśmy rozmawiać. Młodzi opowiadali jak to dzielnie jeżdżą z polany górską krętą ścieżyna w dół na motorze, stary baca opowiadał o życiu pasterskim. Rozmowa była wolna, bez pośpiechu przerywana długim milczeniem podczas, którego wszyscy wpatrywaliśmy się w ogień, czasami milczenie potrafi opowiedzieć więcej niż słowa. Pięknie było słuchać starego bacy, który opowiadał o ciężkim życiu ale nie żalił się na nie i je akceptował. Młodzi zaś tęsknili za wsią i pozostawionymi w niej dziewczynami oraz zabawą. Co jakiś czas rozmowę przerywało nam wściekle ujadanie psów, wyraźnie były poddenerwowane. Stary baca tłumaczył, że w okolicy kręci się niedźwiedź i dlatego psy alarmują całą osadę. Dokończyliśmy jeszcze rozmowę i ludzie gór odeszli do swoich szałasów, ja zaś udałem się na spoczynek po drabinie na górę. Dla bezpieczeństwa wciągnąłem drabinę do sobie, by moje domostwo stało się twierdza nie do zdobycia. Noc była bardzo zimna i spałem mało, ale ranek zapowiadał się piękny.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

0 Responses

  1. […] Rumunia-Poiana Rugasu […]

Leave a comment