Rumunia- Mocăniță

Do Viseu de Sus dotarłem późnym popołudniem, podwieziony stopem przez grupę wesołych Holendrów. Dzień powoli się kończył a w miasteczku widać było, że nadchodzi odpoczynek po ciężkim dniu. Starsi i młodsi siadali przed domami i oddawali się rozmową albo z przymrużonymi oczyma łapali ostanie promienie zachodzącego słońca. Ja także byłem zmęczony po całodziennej wędrówce, zwiedzaniu i podróży. Do Viseu de Sus przyciągnęła mnie największa atrakcja tego miasteczka, a mianowicie podróż kolejką wąskotorową, która zawozi drwali na zręb w góry. Podróż wypisz wymaluj jak z Dzikiego Zachodu. Trasa powstała w latach 1927-33 i od tego czasu niewiele się tam zmieniło. Na wyposażeniu kolei są dwie zabytkowe lokomotywy parowe pochodzące jeszcze sprzed II wojny światowej o nazwach „Cozia 1” i „Cozia 2”. Trasa prowadzi przez tunele, stare przegniłe mostki i leśne gęstwiny. Mocanita, bo taką nazwę nosi ta kolejka, przebywa trasę 43 kilometrów i wyrusza wczesnym rankiem (koło 6 rano, wersja „pracownicza” dla drwali i koło 8 wersja dla turystów). Ja oczywiście chciałem pojechać tą pierwszą. Udałem się więc na dworzec, by zakupić bilet i znaleźć w miarę blisko miejsce do rozbicia namiotu. Bilet to koszt około 50 złotych i płaci się bezpośrednio w pociągu. Na miejsce noclegu wybrałem gospodarstwo naprzeciwko dworca, po omówieniu symbolicznej opłaty z gospodarzem, rozbiłem namiot w ogrodzie i wyjąłem zakupione wcześniej ulubione piwa „URSUS” i kiełbaski. Podczas uczty zorientowałem się, że nie jestem w ogrodzie sam i stoi tam kilka namiotów. Wyniesione z domu rodzinnego dobre maniery oraz chęć poznania nowych ludzi poprowadziły mnie z wymienionymi wyżej piwami do grupki około 8 osób, która też nie próżnowała pod tym względem. Okazało się, że to bracia Czesi, postanowiliśmy więc wspólnie świętować to spotkanie na szlaku i rano wspólnie jechać kolejką, a później iść w góry. Biesiadę późną nocą przerwał deszcz.
Deszczowy poranek i składanie mokrego namiotu w półmroku nie należały do czynności wymarzonych. Po spakowaniu się ruszyliśmy na dworzec, na którym sapała już lokomotywa. Dworzec jest bardzo zapuszczony i pełno jest tam wraków taboru kolejowego z najróżniejszych epok. Ciemny, deszczowy poranek, gwizd lokomotywy i dookoła historia kolejnictwa zapowiadały świetną przygodę. Jak na prawdziwego eksploratora Dzikiego Zachodu przystało, poprawiłem kupiony dwa dni wcześniej, tradycyjny słomkowy kapelusz i dziarsko wskoczyłem na podest. Z zewnątrz wagon pokryty był rdzą z jaskrawo pomalowanymi framugami od okien. Był to jedyny wagon pasażerki, reszta to wagony przeznaczone na transport drewna. Środek wagonu pasażerskiego stanowiła bezprzedziałowa przestrzeń, w jej centralnej części był piec typu „koza” z raźno pełgającym ogniem pod fajerką (rura od piecyka wystawała na zewnątrz wagonu). Wokół kozy na ławach siedzieli posępni drwale, ubrani w grube swetry i nieprzemakalne kurtki, bez słowa ćmili papierosy jeden za drugim, z rzadka się odzywając.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Postanowiłem zająć miejsce przy otwartych drzwiach, niemal na schodach, prowadzących do wejścia do wagonu. Tu widok był najlepszy a takie usadowienie gwarantowało maksymalna dawkę emocji. Po kwadransie ruszyliśmy, zaczynało lekko się rozwidniać a deszcz ustał. Przejazd przez wrakowisko i puste hale ciągnące się wokół torów to o tej porze dnia niesamowite przeżycie Spoczywała tu cala historia rumuńskiego kolejnictwa. Po przebyciu około kilometra (pociąg jedzie ze średnią prędkością około 30-40km/h) wyjechaliśmy z miasta i wjechaliśmy w wąski wąwóz. Z rzadka dochodzi tu światło dziennie, a skały i drzewa są dookoła omszałe. Co chwilę wjeżdżaliśmy w kręte tunele Jest tak wąsko, że miejsca starczy tylko na tory i jadący ostrożnie pociąg. Nieba nie było stąd widać.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W czasie jazdy drwale chyba dla rozrywki lub by sprawdzić czy wszystko jest w należytym porządku przechodzą po wagonach technicznych na koniec składu. Robią to tak jakby od niechcenia jakby nie wiedzieli, że jeden fałszywy ruch i skończą zmiażdżeni pod kołami wagonów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pociąg zatrzymuje się na małych stacyjkach technicznych, na których mieszkają ludzie. Do wielu nie dochodzą drogi inne niż tory kolejowe.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tutaj napełnia się wody do lokomotywy oraz sprawdza stan torów i mostów. Trasa prowadzi przez liczne wąwozy i rzeki, jest bardzo malownicza i emocjonująca. Kolejka wspina się podczas jazdy o jakieś 600 m.n.p.m., dlatego ostatni etap jej trasy to górskie wąwozy. Po kilkugodzinnej emocjonującej i zapierającej dech w piersiach jeździe przyszło nam opuścić nasz pociąg i wejść na górski szlak. Było to miejsce gdzie akurat nie było postoju i musieliśmy wysiąść w biegu. Na szczęście po tak efektownym i kaskaderskim opuszczeniu Mocanity nic nam się nie stało i mogliśmy ruszyć w góry po kolejne przygody.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

No Comments Yet.

Leave a comment