Rumunia-Farkaul

Celem naszej wędrówki było zdobycie najwyższego szczytu regionu Maramuresz- Farkaul (1956 m. n.p.m)

Wędrowaliśmy już ładnych kilka godzin w piekielnie upalny dzień,na szczęście szlak przebiegał w większości lasem co znacznie podnosiło komfort wędrówki. Wchodząc na drogę, wyspaną piaskiem, żwirem i skałami, która ostro zaczęła się piąć w górę przystanęliśmy na mały postój. Gawędząc i zastanawiając się ile zostało nam jeszcze do przejścia (z naszych obliczeń wynikało, że jeszcze niestety bardzo dużo) usłyszeliśmy warkot wydobywający się zza zakrętu. Po upływie kilku minut warkot był coraz głośniejszy i wyłoniło się dwóch mężczyzn w sportowym stroju szybko jadących na quadach. Widok dosyć zaskakujący , jako że przez ostanie parę godzin jedyne osoby jakie spotkaliśmy to kilku pasterzy jadących na koniach do wioski w dole. Patrząc na quady lekko się strapiliśmy, że cywilizacja od której chcieliśmy uciec dopadła nas tak szybko, lecz byliśmy także pełni podziwu dla kierowców, którzy po tak stromym terenie dotarli aż tutaj. Mężczyźni zatrzymali się obok nas i wykorzystaliśmy tą sytuacje by upewnić się, że dobrze idziemy i ile czasu zostało nam jeszcze do celu naszej wędrówki. Mężczyźni w wieku koło dwudziestu-kilku lat okazali się mieszkańcami, którejś z pogranicznych wiosek. Po chwili rozmowy zaproponowali nam, ze wezmą na na stopa i możemy pojechać kawałek w raz z nimi na quadach. Postanowiliśmy przyjąć zaproszenie z racji długiej drogi która nas czekała oraz chęci przeżycia przygody. Prywatnie nie sądziłem, że quad z kierowcą, ze mną i ciężkim 90 litrowym plecakiem będzie dalej mógł kontynuować podróż stromą drogą. Pomyliłem się i to bardzo. Było kilka momentach w których serce podchodziło mi do gardła, gdyż byłem prawie pewien, że quad dalej nie pojedzie i stoczymy się w dół, ale w ostatniej chwili maszyna dochodziła do maksimum wysiłku i jechała dalej. Podróż, która trwała koło godziny była naprawdę emocjonująca. Przez Poiane Rugasu przemknęliśmy szybko nie zatrzymując się ani na sekundę, za nami został wianuszek ujadających psów oraz szałasy pasterzy. Koła quadów rozrzucały dookoła błoto i torowały drogę przez bujne i świeżo zielone paprocie. Patrząc na oddalające się zabudowania przypomniała mi się podróż odbyta tu po raz pierwszy rok wcześniej.http://wedrowkizesmakiem.com/rumunia-poiana-rugasu/
Gdy przypominałem sobie poprzednią mą wizytę quady się zatrzymały. Dalej zaczynały się już wysokie góry. Podziękowaliśmy naszym dobroczyńcom i udaliśmy się na dalej w górę. Było już późne popołudnie a cel dalej był odległy, więc musieliśmy przyspieszyć kroku. Teren zaczął robić się stromy i falował to w górę to w dół. Szlak był malowniczy, prowadził grzbietami wzniesień, gdzie po boku mogliśmy podziwiać strome żleby, porośnięte trawą. Liczyliśmy, że cel naszej podróży jest tuż za każdym zakrętem, lecz okazywało się, że musimy iść dalej. Gdy słońce już zachodziło a my zmęczeni bez reszty, dreptaliśmy noga za nogą naszym oczom ukazał się Farcaul i jezioro Vinderel.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Oznaczało to nie mniej ni więcej, że musimy wspiąć się jeszcze na samą górę i z niej zejść. O powrocie na polane Rugaszu nie było mowy. Czekała nas noc w górach. Pomimo tego, że byliśmy zmęczeni do granic możliwości, postanowiliśmy nie dać za wygraną i wejść na szczyt. Chcieliśmy to sobie jednak ułatwić to sobie jednak ułatwić i ukryliśmy plecaki koło jezioro gdzie zamierzaliśmy zostać na noc. Wejście na szczyt zajęło nam niecałą godzinę i było jednym najzaciętszych wejść jakie przeżyłem. Wędrówki ostaniach dni, zmęczenie i upał dały o sobie znać. W żółwim tempie wlekliśmy się na szczyt, wiedząc, że gdy się zatrzymamy to nie pójdziemy dalej. Zdecydowanie nie polecam tego uczucia innym wędrowcom. Gdy już weszliśmy na szczyt leżeliśmy bez ruchu kilka minut i po pamiątkowym zdjęciu i wielkiej satysfakcji zaczęliśmy schodzić na dół. Gdy doszliśmy do jeziora zaczęło się powoli ściemniać, szybko rozbiliśmy namiot i zmyliśmy trudy podróży z ciała.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Byliśmy tak zmęczeni, że po zjedzeniu posiłku i przykryciu się śpiworem ułożyliśmy się do snu. Krajobraz był bajkowy, zachodzące słońce odbijające się w jeziorze, cisza jak makiem zasiał oraz brak żywego ducha w zasięgu wzroku. Układając się do snu w tak pięknych okolicznościach przyrody, wiedzieliśmy, że wyśpimy się bez problemów a sny będą bardzo kolorowe.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Niestety nic bardziej mylnego...życia po raz kolejny spłatało nam niemiłego figla. Koło 22, gdy ciemności królowały już wokoło, zbudziło nas głośne sapanie. Zastygliśmy w śpiworach bez ruchu i nasłuchiwaliśmy. Owe coś zaczęło łapczywie pic wodę i głośno sapać...bez wątpienia był to niedźwiedź. Postanowiliśmy poczekać aż sam odejdzie a do opuszczenia namiotu nikt by nas wtedy nie przekonał. Każda sekunda dłużyła się jak rok, a misiek nie chciał iść. W końcu po wieczności i skrajnym napięciu władca lasu poszedł w inne miejsce. Odetchnęliśmy z ulgą ale ciągle mieliśmy jeszcze przed oczyma wszystkie filmy o atakach niedźwiedzi z DISCOVERY CHANEL. Gdy już uspokoiliśmy nerwy i zapadliśmy w drzemkę los spłatał nam kolejnego figla. Obudziły nas ludzkie głosy. O tej porze w tym miejscu nie miało być prawa żywego ducha a jednak ktoś się pojawił. Po głosach stwierdziliśmy, ze to kilku mężczyzn usiadło nad brzegiem jeziora dokładnie obok naszego namiotu, którego pewnie nie zauważyli. To co wydarzyło się później przypomina historię z filmów przygodowych. Postanowiliśmy wychylić się z namiotu i zapaliliśmy latarki. Nie zdołaliśmy dostrzec intruzów, bo od razu ruszyli do ucieczki. W popłochu biegli w stronę lasu, który dał by im schronienie, słyszeliśmy tylko dudnienie ziemi spowodowane ich biegiem. Zastawialiśmy się kim byli nocni przybysze i czy co najgorsze wrócą i z jakimi zamiarami. Po powrocie gdy opowiadaliśmy naszą historię znajomym Ukraińcom mieszkającym w jednej z rumuńskich wsi, utwierdzi nas w przekonaniu, ze na pewno byli to przemytnicy z kontrabandą.W namiocie byliśmy bezbronni wobec jakiekolwiek ataku. Gdy wstał świt odetchnęliśmy z ulgą...spakowaliśmy namiot i ruszyliśmy dalej, nigdy więcej takich nocy!

No Comments Yet.

Leave a comment