Powrót do Argentyny

Z Puerto Natales znów autobusem przejechaliśmy do Punta Arenas. Niestety przy panującej pogodzie, czyli super mroźnym wietrze nie porwaliśmy się na jazdę na rowerze. Może to i dobrze, bo pierwsza i jedyna miejscowość na trasie jest oddalona od Puerto Natales o 150km. Poza tym samo miasto Punta Arenas zupełnie niczym nas nie zachęciło do dłuższego pobytu. W sumie nie zrobiliśmy tam też żadnego zdjęcia, więc faktycznie nic tam ciekawego nie ma. Fakt, że to dość duże miasto portowe, do którego zawijają wszystkie statki wycieczkowe z turystami z całego świata. Jednak oprócz placu w centrum miasta, nie ma tam nic. Dlatego szybko zorientowaliśmy się w cenach biletów do Argentyny i już dzień później siedzieliśmy w autobusie do Rio Gallegos. Przeprawa przez granicę była płynna i szybka, a podróż dość krótka. Po 4 godzinach dojechaliśmy do miasta, gdzie było zimno i pochmurno i niestety wszystkie we wszystkich stoiskach autobusowych powtarzali, ze rowerów nie da się zabrać. Ale nie daliśmy za wygraną, czekaliśmy 2 godziny na autobus, aby zapytać kierowcę. I faktycznie pierwszy nas nie wziął. Ale godzinę później już się udało. Niestety skasowali nas za tę przyjemność dość srogo, jednak bardzo zależało nam, aby przedostać się z krainy zimna do ciepłej części Argentyny. Kiedy wyszliśmy z autobusu na przystanku w mieście Trelew doznaliśmy niemalże szoku termicznego. Ciężko jest się przyzwyczaić gdy w ciągu kilku godzin temperatura zmienia się z 10 na 30. Nie ma co narzekać, bardzo nas to ucieszyło. Jeszcze tylko godzina i dostaliśmy się na miejsce – Puerto Madryn, stąd zaczynamy pedałować od nowa.

Brak komentarzy.

Napisz komentarz