Mołdawia- La Castel

Do Hordinesti dotarliśmy z Edinet taksówką. Taksówkarz zagadnięty o rezerwat przyrody, bezradnie rozłożył ręce i kazał nam popytac w miasteczku. Na szczęście tuż obok przytsanku otwarty był mały sklepik. W jego wnętrzu przy małym stoliczku siedział podchmielony jegomość i żywo dyskutował z niemłoda już ekspedientką. O dziwo para ta wiedziała gdzie znajduje się rezerwat i w którą stronę mamy się udać. Po dokonaniu stosownych zakupów w postaci chleba i wina udaliśmy się we wskazanym kierunku. Ogólnie rzecz biorąc kierować się trzeba w stronę pokrytego kamieniami wzgórza. Po drodzę mija się malownicze i pełne uroku domustwa by dojsc do skraju wioski. Tutaj uzupełniliśmy zapas wody i zaczęliśmy wdrapywać się na wzgórze. Z wierzchołka  rozciąga się piękny widok na miasteczko, z drugiej zaś strony rozciąga się widok, którego byśmy się nie spodziewali.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Naszym oczom ukazuje się dolina z rzeką oraz bardzo bujny las.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

La castel (po rumuńsku: na zamku) to mały rezerwat przyrody, ciągnący się wzdłuż rzeki Racovat na odcinku od miejscowości Hordinesti do Brinzeni (łączna powierzchnia rezerwatu to  764 hektary). Nazwa pochodzi od form skalnych na wzgórzu, które przypominają ruiny zamku. Według miejscowej legendy, to właśnie do tego zamku jeden z rycerzy miał porwać swą ukochany, gdy jej rodzice nie zgodzili się na ślub.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mieli tam żyć długo i w szczęściu. Jeszcze jedną dodatkową trakcją są tu liczne groty, w których odkryto bytność człowieka pierwotnego.

Przyklasnęliśmy w dłonie, miejsce na nocleg było wspaniałe. Po drodze minęliśmy pasterzy ze swymi stadami oraz studnie. Było lepiej niż mogliśmy się spodziewać, mieliśmy stały dostęp do wody pitnej. Po kładce z dwóch betonowych słupów przeszliśmy na drugą stronę strumienia. Postanowiliśmy przejść jeszcze około pół kilometra by zagłębić się w łono natury i znaleźć dobre miejsce na rozbicie obozowiska. Ze znalezieniem odpowiedniego miejsca nie było problemu, trzeba było przyznać, że miejsce było naprawdę urokliwe. Z jednej strony strumień i wysokie urwisko pobliskiego wzgórza a z drugiej ściana dziewiczego lasu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Problem stanowiło jedynie drewno na ognisko, było mokre od deszczu z burzy, która rozszalała się poprzedniego dnia. Na szczęście udało się je na tyle podsuszyć byśmy rozpalili zadowalające nas ognisko.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po nagrzaniu wody na kąpiel i posileniu się, zaczęły się nocne polaków rozmowy przy mołdawskim winie. Gdy ognisko dopaliło się udaliśmy się na zasłużony odpoczynek do namiotu. Ululani przez szemrzący strumyk zasnęliśmy bez problemu.

Dzień powitał nas wysoka temperatura i wiedzieliśmy już, że czekają nas upały.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Po  zjedzeniu i zwinięciu obozowiska, żar już lał się z nieba. Zwijania jak i rozstawianie obozowiska pomimo, że jest rzeczą stosunkowo łatwą zajmuje trochę czasu. Postanowiliśmy iść wzdłuż rzeki do następnej miejscowości.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Trasa jest bardzo malownicza i co najważniejsze nie jest monotonna. Wyglądem przypomina góry jury krakowsko częstochowskiej z charakterystycznymi białymi wapieniami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Rzeka meandruje w wąwozie, który co chwila ukazuje swe strome ściany bądź łagodnieje i otwiera się w postaci łąki. Po drodze mijamy pojedyncze domostwa, pięknie wkomponowane w krajobraz dzikiej przyrody.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po oddaleniu się od domostw, ściany wąwozu stają się bardziej ostre i pretendują do bycia bardziej “górskimi”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po kilku godzinach marszu postanowiliśmy odbić w bok by dotrzeć do jakiejś osady. Natrafiliśmy na fabrykę kruszyw budowlanych , gdzie kierowca jednej z wywrotek zawiózł nas to miasta. Całą drogę byliśmy pod wrażeniem piękna przyrody w wąwozie La Castel.

0 Responses

  1. […] Mołdawia- La Castel […]

Leave a comment