Kyoto cd.

Pierwszy wieczór upłynął pod hasłem świątyń. Stwierdziliśmy, że pociągniemy dalej ten temat, żeby mieć już z głowy.

Przystanek pierwszy Ninjo castle. Nawet zachowałam ulotki, żeby chociaż raz napisać wszystkie te mądrości historyczne. Otóż zamek był zamieszkiwało przez japońskich szogunow przez ponad 200 lat, od początku XVII wieku. Stabilna konstrukcja zamku, na kamienistym podłożu i otaczająca fosa, miały spełniać funkcje obronną. Wnętrze w tej chwili to muzeum gdzie na 5-ciu piętrach można oglądac zabytkowe naczynia, malowidła, czy siłowac się w przeciąganiu liny.

Wstęp 500yen

Przystanek drugi - Imperial Palace

Tu o dziwo nie płacimy wstępu. Przy wejściu jest punkt kontrolny gdzie sprawdzają plecaki i dostajemy numer zwiedzajacego. A później można już spokojnie przechadzać się wokół płacowych dóbr i zabudowań. Akurat w tym dniu Kyoto przywitało nas pełnym słońcem i temp. 37stopni, więc jak większość turystów szukaliśmy tylko kawałka cienia w tych płacowych zabudowania. Pałac był siedzibą japońskiej rodziny cesarskiej w 1868 kiedy to stolica została przeniesiona z Tokio do Kioto.

Przystanek trzeci - Kinkakuji temple - Świątynia Złotego Pawilonu, czy jakoś tak. Na liście UNESCO jest ten przybytku z 1955roku. Żeby tam dotrzeć trzeba pojechać autobusem, albo tak jak my dreptać dobrą godzinę z przystanki na picie. Wstęp 400 yen. Na miejscu jak zwykle sto osób do obsługi. Jeden Pan pokazuje gdzie kolejka, w okienku kupujemy bilet, w kolejnym dostajemy ulotkę, dalej kolejny Pan pokazuje gdzie iść a później jeszcze jeden kieruje gdzie zrobić ładne zdjęcie.

No i faktycznie ładnie jest, ale tłum też sympatyczny.

Przystanek czwarty - to był hit. Niestety zdjęcia są w aparacie a nie w telefonie, ale jeśli wpiszecie Ryoan-ji temple w internecie to wyskoczy to działo. Wchodzi się jak do każdej innej atrakcji tego typu. Bilet, schody, drzewa, nawet jeziorko ładne. Dochodzimy do budynku, ściągamy buty, idziemy dalej. Są ludzie, cykają zdjęcia. Piasek, 15 kamieni, wszystko na przestrzeni 30x20. I koniec. Ludzie zachwyceni, my nie wiemy o co chodzi 🙂 taka to świątynia zen nam się trafiła. Podobno super do medytacji, ale ja wtedy bardziej potrzebowałam cienia niż głębszych przemyśleń.

Zostały jeszcze 2 miejsca w Kyoto. Jutro przerwa na Nare.

No Comments Yet.

Leave a comment