Kambodża- Urodziny

Phnom Peng jako stolica Kambodży nie dostarcza zbyt wielu atrakcji (oprócz kilku zabytków i targów).  Nam jednak Phnom Peng zafundował atrakcje, której się nie spodziewaliśmy. Tak się złożyło, że podczas naszego pobytu w tym mieści przyszło mi obchodzić swoje urodziny. Po uroczystym obiedzie w japońskiej restauracji (gdzie przypomnieliśmy sobie smaki z Tokio) udaliśmy się „w miasto” by wypić kilka drinków. Wędrowaliśmy od baru do baru, ale żaden nie przypadł nam do gustu. W każdym dominował ten sam zestaw osób (jakże dobrze znany nam z Tajlandii), czyli bogato odziany starszy biały pan i młoda lokalna płeć piękna. Zrezygnowani udaliśmy się w stronę hotelu by udać się w objęcia Morfeusza, gdyż bardzo wcześnie rano mieliśmy ruszyć rowerami w dalszą drogę. Gdy dochodziliśmy do bram hotelu, zerknęliśmy do środka restauracji obok naszego tymczasowego domostwa. Na obszernym patio przy wielu stolikach ochoczo bawili się Kambodżanie, a w rogu widniał wielki napis „Happy birthday”. Weszliśmy do środka i zamówiliśmy drinka. Zerkaliśmy na barmana podczas procesu produkcji i wyglądało na to, że będzie to drink typu „siekiera”, co okazało się prawdą bo barman alkoholu nie żałował.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gdy siedzieliśmy atmosfera stawała się coraz weselsza i nastąpiła pierwsza fraternizacja z miejscowymi.  Pod napisem z okazji urodzin zrobiliśmy kilka grupowych zdjęć i zaczęło być bardzo rodzinnie i wesoło. Gdy barman przyniósł nam kolejnego drinka, na sali zaczęło się poruszenie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z centralnego punktu patio zostały wyniesione stoły, a na środku pojawiła się zdobiona kolumienka z kwiatem (lekko przypominającym naszą paprotkę).  Z podestu przy ścianie zespół zaczął grać ludowe kambodżańskie pieśni a wszyscy goście (około pięćdziesiąt osób) udali się w tany.  Po liku minutach bardzo specyficznego pląsu, jako że pierwsze lody zostały przełamane, zostaliśmy zaproszeni na parkiet. I tak oto zaczęła się nasza całonocna przygoda na kambodżańskim dancingu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ku wielkiemu rozbawieniu lokalnych próbowaliśmy naśladować ich tańce, na szczęście byli dla nas bardzo wyrozumiali. Kambodżański taniec można porównać do tańcu hawajskiego połączonego z jogą i to w dodatku do melodii, która nie ma żadnego rytmu. Ciężkie to zadanie ale i bardzo wesoła zabawa.

">

Zaskarbiliśmy sobie uznanie miejscowych gości i wędrowaliśmy od stolika do stolika przyjmując podarunki w postaci kolejnych piw i poczęstunku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Język nie stanowił już żadnych barier i bez problemu rozmawialiśmy: my po Polsku, reszta w swoim języku.   W przerwach pomiędzy tańcami błyskały flesze i powstało wiele pamiątkowych fotografii.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po kilku godzinach pojawiła się w restauracji para, ona z Wielkiej Brytanii a on z Argentyny, która ochoczo przyłączyła się do zabawy.  Około godziny trzeciej nad ranem oficjalnie impreza została zamknięta, pożegnań nie było końca. Po serdecznych uściskach udaliśmy się każdy w swoją stronę. Niestety rano nie było mowy o jeździe na rowerze (oficjalna wersja mówiła o nadwyrężeniu nóg podczas tańczenia) i przeleżeliśmy cały dzień w hotelowym łóżku by nabrać energii na dalszą podróż.

No Comments Yet.

Leave a comment