Jezioro Flamingów czyli nocleg na plaży

Po zwiedzaniu wulkanów błotnych i petroglifów przyszedł czas na flamingi. Jeszcze przed wyjazdem czytaliśmy w jednym z przewodników, że w południowej części Azerbejdżanu, niedaleko morza znajduje się fenomenalne jezioro, ostoja różowych flamingów.

Kto by nie chciał ich zobaczyć? A że było nam po drodze nawet się nie zastanawialiśmy nad odwiedzeniem tego miejsca, tym bardziej, że  dalej chcieliśmy udać się wybrzeżem do granicy z Iranem.

Stanęliśmy przy bardzo ruchliwej  drodze, właściwie był to odpowiednik naszej autostrady i zaczęliśmy się zastanawiać nad transportem. Zdjęłam plecak, bo upał już dawał się we znaki. I juz po chwili zatrzymał się biały mercedes. Hmm dobry początek, pomyśleliśmy. Ledwo wyszliśmy na drogę a samochód już na nas czeka. I faktycznie, niski opalony mężczyzna ubrany na biało wyskoczył z samochodu i  zapytał czy jedziemy w kierunku Neftchala. Miejscowość ta jest położona w południowo wschodniej części Azerbejdżanu, nieopodal morza.  Naszym celem był Szyrwański Park Narodowy (Şirvan Milli Parkı), czyli kierunek ten sam.

Mężczyzna wziął ode mnie plecak, chociaż pewnie gdyby przyszło nam się siłować na ręce, wygrałabym w kilka sekund, taki był mizerny. Ale dżentelmen. I to faktycznie domena tamtejszych mężczyzn. Kobieta w społeczeństwie azerskim ma bardzo dużo przywilejów. Można mówić o tamtejszych mężczyznach iż bywają gruboskórni, ale z drugiej strony na pewno nie pozwolą by kobieta nosiła ciężary. Bez względu na wiek zawsze to mężczyzna ustąpi kobiecie miejsce w autobusie, otworzy drzwi do auta i wskaże miejsce z przodu obok kierowcy.

Wsiedliśmy. I tradycyjnie rozmowa toczy się jak w każdym przypadku. Język – rosyjski, poziom – jego bardzo dobry, nasz – jak zawsze bida z nędzą. No, ale nie poddajemy się. Po kilku dniach wiemy już na jakie pytania najchętniej odpowiadają: Jak masz na imię? Jak duża jest twoja rodzina? Ile masz dzieci? Gdzie pracujesz? I jak Ci się żyje w Azerbejdżanie ? Wystarczy spokojnie na 2-3 godziny jazdy. Przy czym należy dodać nasze odpowiedzi na morze pytań, które rozpoczynają się tam samo jak te nasze zaplanowane dla rozmówcy, ale później zaczyna się wyższy level – dlaczego Azerbejdżan? Jak się żyje w Polsce? To wasz prezydent zginął w katastrofie? Kieślowski, Wajda to Polacy prawda? … Zadziwiająco wiele wiedzą Azerowie o naszym kraju. A porównując to do naszej wiedzy na ich temat – powinno nam być wstyd.

Nasza podróż przebiegała w bardzo miłej atmosferze. W pewnym momencie kierowca zatrzymał się i wyjął ze schowka w aucie chusteczkę i kompas. Myślę sobie, hmm po co mu to skoro idzie załatwić potrzebę za auto? Moje domysły okazały się błędne. Była godzina 14:00 Nasz kierowca był Muzułmaninem, wyjął więc kompas, aby sprawdzić kierunek. Z bagażnika wyciągnął również dywanik, na którym położył chusteczkę i zaczął się modlić. Modlił się za samochodem jakieś dziesięć minut.

W Azerbejdżanie wyznawcy Islamu stanowią ponad 90% społeczeństwa, Jednak religia nie ma wpływu na ustrój polityczny państwa. W obecnych czasach stolica państwa  Baku jest niezwykle interesującym miejscem dla rosyjskich inwestorów, dlatego w stolicy odczuwa się zdecydowanie liberalne podejście do spraw religijnych, aby nie miały one wplywu na interesy i rozwój ekonomiczny kraju. To, że nie jedzą wieprzowiny bardziej jest związane z faktem,  iż nie można jej tam kupić, a nie, że zabrania tego religia. Z resztą, bardzo często  w rozmowach, podczas których zachwalaliśmy azerską baraninę, sami krajanie wspominali, że próbowali mięsa ze świni, ale im po prostu nie smakowało. Jeśli chodzi o alkohol, srogo zakazany wśród wyznawców Islamu, a Azerbejdżanie można go kupić wszędzie i również wszędzie spożywać. Pamiętajmy, że historia państwa związana jest od zawsze z Rosją, gdzie procentowy trunek króluje na stołach. Nie ma się więc co dziwić, że ta tradycja przeniosła się razem z ludźmi poza granice.

Nasz kierowca był zdecydowanie bardzo oddany swojej religii.

Wrócił, zapytał czy chcemy herbaty, którą miał w termosie i w spokoju napiliśmy się rodowego czaju. Przy okazji przeprosił nas, że musieliśmy czekać. Miał już ruszać kiedy nagle zatrzymał się i zaczął biec na drugą stronę ulicy. Przypomnę, że ta droga miała po dwa pasy szybkiego ruchu w dwóch kierunkach, plus na środku barierki oddzielające kierunki jazdy. Nasz kierowca sprytnie przeskoczył barierki i podszedł do samochodu stojącego po drugiej stronie ulicy. Patrzymy, wraca i coś niesie. Miał w rękach 2 ogromne melony, wielkości piłki do koszykówki. Od razu zapakował jeden do reklamówki i dał nam. Powiedział, że na pewno nad jeziorem będzie nam się chciało pić, więc melon będzie wspaniały.

Z minuty na minutę podróż była coraz ciekawsza. Jednak skończyła się w miasteczku, w którym nasze drogi musiały się rozejść. Pan zostawił nas na rondzie i pokazał, w którym kierunku mamy iść do Parku. Oczywiście nie przyjął w ramach podziękowań żadnych pieniędzy. W czasie naszej podróży po Azerbejdżanie, tylko w dwóch przypadkach kierowca przyjął od nas pieniądze za podróż. Dlatego warto,  w  sytuacji gdy kierowca nie chce ich przyjąć,  mieć jakieś drobne upominki. Nam, z poprzedniej wyprawy, zostały smycze do kluczy z napisem „Polska” i breloczki do kluczy. Taki drobiazg każdy weźmie i będzie bardzo szczęśliwy.

Chcieliśmy się upewnić czy zmierzamy w dobrym kierunku i zapytaliśmy miejscowych gdzie dokładnie jest ten park i co z flamingami. Dodam, że w naszym rosyjskim brzmiało to dość specyficznie: Izvinicie, wy znajece gdje szirwan mili park? Ludzie ( zapytaliśmy jednego pana ale już w kilka sekund zeszło się co najmniej 5) – tu niet parka. Hmm my: – u nas w knigi pise tu nachodzicsja park i w etom parku rozne pticki ( tak tak flamingi), oni: – niet tu niet parka, my: – a jezero?, oni: niet. Wam nuzna marszrutka i pojdzicie w morje. Salyan, czyli miejscowość w której pytalismy o park jest oddalona od parku około 50 kilometrów, dlatego sądziliśmy, że wszyscy powinni wiedzieć gdzie znajduje się tak atrakcyjne miejsce.

Lekkie zdziwienie nas dopadło. Nie ma jeziora, parku, nie ma flamingów. No nic, dalej jest nam gorąco, dalej nie mamy miejsca gdzie możemy rozbić namiot więc chyba faktycznie jedynym rozwiązaniem jest morze. Miasteczko Salyan było małe więc bez problemów znaleźliśmy marszrutkę ( bo i tak wszystkie musiały przejechać prze rondo). Wsiedliśmy do niej i czekaliśmy jakąś godzinę zanim ruszy. W sumie żadna nowość. Już wiemy, że w Azerbejdżanie rozkład jazdy to jedno, a marszrutka gotowa do jazdy wypełniona po brzegi to, drugie. Ruszyliśmy. Skwar, ponad 35 stopni, za oknem krajobraz pustynny, jedno drzewo, pole, dwa domy, droga. Stojący przed nami mężczyzna wiózł w reklamówce rybę, która jeszcze od czasu do czasu dawała znać, że żyje.

Trasa, którą przyszło nam pokonać to około 45 kilometrów, jednak podróż trwała ponad dwie godziny. W Azerbejdżanie przyjęte jest, że jeśli chcesz wysiąść, krzyczysz lub pukasz monetą w sufit.

Marszrutka zatrzymała się, bo ktoś zdecydował się wysiąść. Otwierają się drzwi, krzyk. Ktoś klepie mnie po ramieniu – no pięknie reklamówka z melonem się urwała. I znów Azerowie wkroczyli do akcji. Młody Azer trzymał drzwi, drugi złapał melona w ręce, kobieta siedząca obok szuka czegoś  w wielkiej torbie, przepakowuje zakupy z jednej torby do drugiej i już po chwili podaje nam reklamówkę. Sukces, młody Azer wkłada melona do torby i już wszyscy jesteśmy bezpieczni. Ktoś puka monetą w dach marszrutki – kierowca wie, że może ruszać.

Dojechaliśmy do „zajezdni” z naszym uratowanym melonem, wysiedliśmy i nic. Neftchala (Neftçala)wydała nam się bardzo małym miasteczkiem. Ani morza, ani plaży. Zdecydowanie nie był to kurort turystyczny, z promenadą, deptakiem i straganami, do których jesteśmy przyzwyczajeni.  W pobliżu stał taksówkarz więc zapytaliśmy czy zna jakieś miejsce nad morzem gdzie mógłby nas zawieźć. Znał.

Jechaliśmy dalej przez stepy, minęliśmy fabrykę chemikaliów, dalej znów droga polna, wielkie zdjęcie prezydenta i następna „złota myśl”[1]  i  nagle jesteśmy. Plaża czarna  i brudna. Takie sprawiała wrażenie z oddali. Jednak jest to dość charakterystyczne dla wybrzeża słonego Morza Kaspijskiego, którego wody nie są krystalicznie czyste, a piasek ma kolor brunatny.  Poza tym na jego dnie znajdują się wielkie złoża ropy.

Oprócz nas na plaży były może 3 inne osoby, miejscowi. I jakiś murowany mały budynek. Okazało się, że taksówkach zawiózł nas do ratowników, abyśmy byli bezpieczni. Grupa tamtejszego WOPRu przyszła się przywitać i zaraz zaczęli razem z nami rozkładać namiot. Jeden poszedł po łopatę, aby wykopać korzenie, bo teren był trochę nierówny,  a przecież goście z Polski nie mogą spać w takich warunkach. Niesamowite, ile radości sprawiła im pomoc w przygotowaniu naszego mini domu. Później zaprosili nad na herbatę  i powiedzieli, że jeśli chcemy się kąpać, możemy im przynieść cenne rzeczy, które schowają w pokoju i zamkną, żeby nikt ich nie ukradł. I tak też zrobiliśmy.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Poszliśmy się kąpać, chociaż, żeby osiągnąć poziom wody co kolan trzeba było wejść w morze ponad 200 metrów w głąb. Nie przesadzam niestety. Z tej odległości ledwo widziałam nasz namiot przy brzegu. Fakt może mój wzrok też nie jest sokoli, mimo wszystko wejście do morza było nad wyraz łagodne. Zaopatrzyłam się w czasie „wejścia” do morza w muszle, które są niezwykle twarde i trwałe. Przeżyły podróż po Azerbejdżanie i powrót do Polski. Nie przesadzając, można nimi rzucać jak kamieniami, nic się nie stanie. Dlatego paniom polecam, by wzięły ich zdecydowanie więcej niż ja, bowiem są doskonałą podstawą do biżuterii.

Nasi ratownicy wzięli sobie do serca bezpieczeństwo i pływali wokół nas na motorówce. Chcieli przy okazji z nami porozmawiać, ale nie dość, że nasza znajomość rosyjskiego jest co najmniej marna, to jeszcze nic nie było słychać przez odgłosy silnika.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po kąpieli oczywiście musieliśmy się opłukać, tradycyjnie już użyliśmy do tego butli    z wodą, która podczas wyjazdu służyła nam jako prysznic. I poszliśmy na herbatę. Wszyscy ratownicy byli bardzo ciekawi wszystkiego. Okazało się po raz kolejny, że każdy coś wie  o Polsce, bezbłędnie wymieniali stolicę i kilka innych miast ( najczęściej Kraków). Kojarzyli Małysza i Wałęsę, Wajdę i Kieślowskiego. Po kilku godzinach mieliśmy już serię wspólnych zdjęć, wszystkie ich adresy zapisane na karteczkach i zaproszenie do domu do każdego   z nich, gdybyśmy chcieli zrezygnować ze spania w namiocie. Gościnność to zdecydowanie najpiękniejsza cecha wszystkich Azerów.

Nad ranem usłyszeliśmy hałas motoru. Piotr wyszedł z namiotu i zaraz mnie zawołał. Okazało się, że jeden z ratowników wyciągnął ryby z sieci i wiózł je w przyczepce do motoru, gdzie zazwyczaj siedzi pasażer. Zaproponował, abyśmy wzięli sobie kilka ryb na podróż  i zjemy je w kolejnym miejscu, gdzie się zatrzymamy. Już mieliśmy wizję, jak jedziemy  z żywą rybą w reklamówce w autobusie, przy okropnym skwarze i z tłumem ludzi. Tak więc grzecznie podziękowaliśmy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kilka godzin później przyjechał po nas taksówkarz i odwiózł w miejsce, skąd zabrał nas poprzedniego dnia. I tym sposobem zamiast flamingów widzieliśmy morze. Nie latały nad nami pticki, ale poznaliśmy bardzo pomocnych i dobrych ludzi, dzięki którym kolejny dzień w Azerbejdżanie zapisał się pozytywnie w naszej pamięci.

Drogę powrotną również przemierzyliśmy marszrutką, która kosztowała nas nie więcej niż dwa manaty[2] i na opisywanym wcześniej rondzie postanowiliśmy namierzyć przyjazną duszę, która zabierze nas dalej na południe, w kierunku granicy z Iranem.

 

[1]  W Azerbejdżanie prezydent Hejdar Alijew (Heydər Əlirza oğlu Əliyev)jest bardzo ceniony przez wszystkich obywateli kraju. Sprawował rządy w latach 1993-2003, a po nim przejął je syn Ilham Alijew (İlham Heydər oğlu Əliyev).  W każdym domu znajduje się podobizna prezydenta i stoi ona na zaszczytnym miejscu.  Hejdar Alijew w pełni sobie na to zasłużył, bowiem to jemu przypisuje się zwycięską walkę o niepodległy Azerbejdżan. On też rozpoczął budowę rurociągu naftowego z Baku do Turcji.

 

[2] Walutą Azerbejdżanu jest manat ( AZN). 1manat to 100 gapików (qəpik). Manat zastąpił rosyjskiego rubla w latach 90-tych XX wieku. Jednak do dziś Azerowie posługują się czasem rublem, kiedy określają wartość produktu. 1 AZN to plus minut 1 Euro.

Zobacz więcej zdjęć w galerii »

Brak komentarzy.

Napisz komentarz