Grecja w 4 dni

Wyjazd do Grecji to chyba jeden z najbardziej spontanicznych w naszej karierze. Bilety kupiłam przypadkiem w promocyjnej cenie, już w listopadzie. W międzyczasie zostały zmienione godziny lotów i tym sposobem zamiast znaleźć się w Atenach w marcu, dotarliśmy tam w kwietniu. I właściwie była to bardzo dobra zmiana bo na miejscu przywitała nas piękna pogoda. Gdy wylatywaliśmy z Polski było deszczowo i zimno, a w Grecji 23 stopnie i piękne słońce.

Widok na stację metra Omonia

Dotarliśmy do hotelu w nocy i rano po tzw. greckim śniadaniu ( bułka z dżemem, tyle mieliśmy do wyboru w hotelu) wyszliśmy podbijać miasto. Najpierw na ulicy  od stacji metra Omonia do stacji Monastriaki straciliśmy dobre 2 godziny, bo okazało się, że wzdłuż rozciąga się wielkie targowisko. Wybór produktów był ogromny - od przypraw, przez herbatę do świeżych ryb i flaków zwierzęcych. Mnie sam widok strasznie obrzydzał, ale Piotrek niestrudzony, zrobił im zdjęcie.

Nasz spacer prowadził do głównych atrakcji miasta czyli do Akropolu. Myśleliśmy, że właściwie na Akropol składa się jedna wielka budowla jednak to co zobaczyliśmy na miejscu przerosło nasze oczekiwania. Przy wejściu należy kupić bilet, który ważny jest 4 dni i kosztuje 12 Euro. Dlaczego jest tyle ważny? a no dlatego, że wszystkie zabytki rozłożone są na ogromnej powierzchni i jeśli ktoś nie ma siły maratończyka, to nie da rady przejść wszystkiego w jeden dzień.

Przyprawowy raj

Samych zabytków opisywać nie będę, bo już niejeden to zrobił, dodam tylko, że na zwiedzanie trzeba przeznaczyć co najmniej dwa dni, kupić dużą butelkę wody i po prostu zacząć się włóczyć po mieście. Starożytny klimat udzieli się od razu. Wąskie i kręte uliczki są doskonałym miejscem, gdzie w restauracjach można spróbować tutejszych specjałów. Po pierwsze - sałatka grecka ( przepis: odnośnik), souvlaki ( przepis: odnośnik) i musaka. Nie jesteśmy fanami makaronów, dlatego nie próbowaliśmy wymyślnych wariacji na ten temat, jednak podejrzewam, że amator włoskich klusek wyjedzie z Grecji zadowolony.

Miejsce, które na pewno trzeba odwiedzić do okolica metra Keramikos, oddalonego od zabytkowego centrum o ok. 1 km. My zobaczyliśmy je zupełnie przez przypadek, ponieważ Sophia - koleżanka poznana na Erasmusie w Niemczech, umówiła się z nami własnie przy tej stacji. Okazało się, że to centrum nocnego życia Ateńczyków, ale i zagłębie restauracji kuszących zapachami.

Naszą podróż postanowiliśmy nieco rozszerzyć i wybraliśmy się również do Pireusu, gdzie dojechać można metrem. Na miejscu po raz pierwszy zjedliśmy najpyszniejsze souvlaki ( przepis) a zaraz potem za rogiem znaleźliśmy sklep z domowym winem. Nic lepszego nie mogło nas spotkać przed rejsem na wyspę Aegina. Pani w winiarni poczęstowała nas winem i domową wódką anyżową Ouzo. Podobno jest uznawana za lek na choroby żołądka. Wino, natomiast, właścicielka wlewała do butelek przy nas z wielkich beczek, przy okazji dała również spróbować czy trunek spełnia nasze wymagania. Nie muszę dodawać, że oczywiście spełniał i doskonale gasił pragnienie.

W drodze na Aeginę

Gdy dotarliśmy na wyspę, pojawił się przed nami widok Grecji, ale tej prawdziwej. Piękna niska zabudowa, łódki zacumowane do brzegu, ludzie weseli i spokojni, żyć nie umierać. Poszliśmy do muzeum, w którym oprócz nas była jedna osoba, więc spokojnie mogliśmy się powłóczyć po pokojach w budynku i po okolicznych ścieżkach wyznaczonych wokół starożytnych ruin.

później przyszedł czas na kąpiel. Na plaży byliśmy tylko my. Przeszliśmy jednak jeszcze kawałek wzdłuż wysokich klifów, by poczuć się jak na bezludnej wyspie. I tak właśnie było. Warto przejść kilkaset metrów, by poczuć prawdziwy klimat greckiej wyspy.

Później przyszedł czas na jedzenie. Tu również kręte uliczki naszpikowane są małymi restauracjami a targ rybny jest tylko dowodem na to, że dostaniemy świeże produkty. My zamówiliśmy mix małych rybek i dostaliśmy talerz miniaturek, pysznych, podanych z musem o niewiadomym składzie, ale na pewno było w nim dużo czosnku. Do tego karafka wina za 3 euro i można cieszyć się życiem.

Nasz wyjazd trwał zaledwie 4 dni i żal było wyjeżdżać, głównie ze względu na jedzenie. Kupiliśmy na targowisku herbatę górską, rumianek, worek oliwek i hektolitry wina, by przedłużyć wakacyjny klimat już w domu.

przyjaźń polsko - grecka

 Zobacz więcej zdjęć w galerii »

1 Response

  1. Fajna relacja, krótka i oddająca klimkat, po takim opisie to aż chce się tam pojechać, chociaż na te kilka dni. Król Albanii

Leave a comment