Chiny – Xi’an

Czasu zostało nam niewiele a droga do Pekinu wciąż daleka. Nie pozostało nam nic innego jak wysłać nasze rowery kurierem do stolicy i dalszą cześć podróży odbyć z plecakiem. Wcześniej słyszeliśmy, że najlepiej zrobić to przez pociąg cargo i taki też mieliśmy plan. Bilety na pociąg do Xi’an kupiła nam Gen i o 21:30 mieliśmy szczęśliwie wsiąść do pociągu. Jednak najpierw trzeba było uporać się z rowerami.

Na dworzec jechaliśmy ponad godzinę i gdyby nie Gen, droga ta zajęłaby nam zapewne dwa razy tyle czasu, bo na chińskich ślimakach na drodze ciężko się połapać, gdzie i w jakim momencie skręcić. Dojechaliśmy wiec na dworzec o 20:10 i okazało się, że dział cargo został zamknięty 10 minut wcześniej. I klops. Nie pojedziemy. Udało się przebukowac bilety na kolejny dzień i mieliśmy sobie już poradzić sami.

Następnego dnia rano ruszyliśmy na dworzec, tym razem w zupełnie inną stronę miasta. Po przyjeździe pokazaliśmy kartkę z pytaniem o dział cargo jednemu z pracowników dworca, który zaprowadził nas do dość podejrzanej budy. Ale miał plakietkę z firmy przewozowej, która nas interesowała, wiec wszystko powinno być ok. Zapakowaliśmy nasze sakwy w wielki wór, rowery zostały obok budki, dostaliśmy kwitek i mieliśmy czekać na smsa z potwierdzeniem adresu odbioru naszych rzeczy w Pekinie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tym sposobem pozbyliśmy się bagażu i poszliśmy na pociąg. Podróż do Xi’an to 17 godzin siedzenia w pociągu z tłumem Chińczyków i ich ogromnymi bagażami. W trakcie podróży pracownicy kolei próbują sprzedać wszystko. Chodzą co chwilę z koszykiem nowych produktów. Najpierw zaczyna się normalnie – jedzenie i napoje. Potem do akcji wkraczają przenośne baterie do smartfonów. A później już wszystko jak leci – super szczoteczki do zębów: 2 w cenie 1, grzebień do włosów z kauczuku, plastikowa ryba na baterie, która gra melodie Gangnam style, świeci i macha ogonem; paski do spodni i inne, równie przydatne podczas podróży, gadżety.

Można się zmęczyć tym asortymentem, tym bardziej, że nie ma przerwy w sprzedaży.

Dojechaliśmy na miejsce trochę umęczeni. Zadzwoniliśmy do hostelu, który oczywiście zabukowala nam Gen i dziewczyna wskazała nam numer autobusu i wyszła po nas na przystanek. I w sumie dobrze, bo hostel zlokalizowany był w 20-piętrowym wieżowcu, bez żadnego szyldu ani nazwy, wiec na pewno nie byłoby łatwo go znaleźć.

Później ruszyliśmy na zwiedzanie. Bardzo blisko nas znajdowało się „stare miasto”. Po raz kolejny makieta w tym samym stylu co w pozostałych miastach, ale wieczorem było tam dość przyjemnie. Xi’an słynie z dawnej dzielnicy muzułmańskiej, która znajduje się w samym sercu miasta i otoczona jest murem. Mur oczywiście jest odbudowany, oczywiście, aby na niego wejść trzeba słono zapłacić i oczywiście wygląda tam samo jak w Dali i Lijiang.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAA w dzielnicy można muzułmanów zobaczyć, nawet zjeść tanio i dobrze w ich restauracjach, ale okolica raczej nie powala ani urokiem ani orientem.

Zdecydowanie Xian to miasto jednej atrakcji – terakotowej armii.

Brak komentarzy.

Napisz komentarz