Chiny- Wąwóz skaczącego tygrysa

Aby  umilić sobie czas oczekiwania na kolejna wizę (tym razem przedłużenie wizy chińskiej) oraz pobajcować z dzika natura (nadmiar chińczyków skołatał nam już nerwy) wybraliśmy się do znajdującej się w pierwszej dziesiątce najbardziej emocjonujących tras trekingowych- trasy prowadzącej przez Wąwóz skaczącego tygrysa. Juz sama nazwa budzi co najmniej zaciekawienie a nasze dociekania co do jej powstania zawiodły nas do starej legendy. Legenda odwołuje się do polowania, podczas którego tygrys zapędzony w kozi róg przez myśliwych (dokładnie na gran wąwozu) aby uciec swym prześladowca dokonał karkołomnego czynu i przeskoczył na jego druga stronę. Nie wydaje się to aż tak mało prawdopodobne gdyż w pewnych miejscach wąwóz jest naprawdę wąski. Wąwóz skaczącego tygrysa to najbieglejszy kanion świata jego ściany sięgają po jeden ze stron do 2500 metrów, po drugiej zaś nawet ponad 3000.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dodatkowa atrakcja jest to, ze to własnie w tym miejscu ma swoje źródło legendarna żółta rzeka- Jangcy, która malowniczo wije się po dnie wąwozu.

Po złożeniu odpowiednich dokumentów w urzędzie bezpieczeństwa Dali (brzmi co najmniej ponuro) bez których nie moglibyśmy się starać o przedłożenie naszej wizy udaliśmy się na przystanek by złapać jakiś środek transportu do Lijangu  . Podroż trwała trzy godziny i niestety było już za późno by udać się to miejsca gdzie wczesnym rankiem moglibyśmy zacząć nasza wędrówkę. Ale w myśl powiedzenia „nie ma tego złego co nie wyszło na dobre” mieliśmy możliwość zwiedzenia miasta nocna pora. A był to widok nie lada, odrestaurowane stare miasto (aż za bardzo odrestaurowane, gdyż czasem robiło wrażenie naprawdę „plastikowego)tętniło życiem a błądzenie po jego uliczkach pozwalało na rożne odkrycia (np pyszne ciasteczka z dżemem różanym na jednym z targowisk).

Wczesnym rankiem wsiedliśmy do autobusu by o 11;30 wreszcie pojawić się na miejscu i rozpocząć wędrówkę. Po opłaceniu biletów (60 Yuanow) wstępu wysiedliśmy z busika i ruszyliśmy w gore.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z punktu z którego wyruszaliśmy następowało rozgałęzienie dróg, na górski szlak pieszy oraz drogę dla turystów zmotoryzowanych  kilkanaście metrów poniżej. Od początku szlak piął się bardzo ostro w gore,

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

po drodze mijając male pasterskie szałasy oraz przewodników oferujących podwiezienie w gore na koniu. Po kilku odpoczynkach stanęliśmy na pierwszym wzniesieniu by rozkoszować się widokiem na Jangcy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dalszy etap wędrówki to ponownie wpisanie się do gory, na szczęście trasa jest bardzo dobrze oznaczona, co ma kolosalne znaczenie, gdyż wokół niej pną się niezliczone ścieżki pasterskie. Wspinając się mijaliśmy male stragany oferujące wszelkie napoje ( z piwem włącznie) oraz …wypchane woreczki miejscowej marihuany (wraz ze odpowiednim sprzętem do jej palenia). Droga na szczyt wąwozu zajęła nam kolo 3 godzin i teraz następowało już tylko powolne zejście w dol. Pogoda była dobra do wędrówki (tzn zachmurzenie i czasami lekki „kapuśniaczek”). Po drodze minęliśmy dwie wioski by po siedmiu godzinach wędrówki znaleźć się w trzeciej, czyli w miejscu gdzie spędzimy noc. Ze wszystkich źródeł (pisanych i poczty pantoflowej) wiedzieliśmy, ze najlepsza kwatera to  half way gest house. Pochodziliśmy po okolicy by sprawdzić co oferuje konkurencja…a oferuje bardzo niewiele. W Half way wykupiliśmy pokój dwu osobowy (cena identyczna jak za dwie osoby w dormie), ale to co zastaliśmy w pokoju przerosło nasze oczekiwania. Widok za oknem porostu powalał na kolana (dodam jeszcze, ze taki sam widok był z toalety, która nie miała ściany frontowej).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zjedliśmy przydziałową zupkę chińska (w ramach naszego prowiantu wyprawowego) i zanurzywszy się pod kołdra (ogrzewania nie było ale były za to elektrycznie podgrzewane prześcieradła) zasnęliśmy snem człowieka poczciwego.  W takich warunkach spało się po królewsku i nic dziwnego, ze dnia następnego wyruszyliśmy dopiero o dziewiątej. Droga nie była wymagająca gdyż szlo się tylko z górki, lecz na tym odcinku ścieżka była najwęższa a przepaście najbardziej urwiste.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zdecydowanie był to najbardziej emocjonujący i piękny odcinek wędrówki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po drodze minęliśmy dwa wodospady i podziwialiśmy pieniąca się w dole rzekę. Po półtorej godzinie dotarliśmy do drogi i hotelu skąd mieliśmy wrócić autobusem do Lijangu, zostawiliśmy plecaki i ruszyliśmy na dol kanionu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Znaleźliśmy dwa szlaki, jeden nieodpłatny prowadzący do punktu widokowego i jeden odpłatny (15 yuanow), który prowadził na samo dno wąwozu. Po przejściu pierwszym szlakiem postanowiliśmy udać się na dno wąwozu szlakiem numer dwa. Szlak wiódł bardzo stromo w dol i czasami trzeba było się wspomóc metalowymi poręczami  w niebezpiecznych miejscach. Gdy byliśmy już na dole naszym oczom ukazało się kilka platform widokowych pośród których kotłowała się Jangcy. Widok i huk robi duże wrażenie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Droga powrotna obfitowała w jedna dodatkowa atrakcje a mianowicie by skrócić sobie drogę można wybrać bardzo wysoka drabinę w połowie drogi powrotnej. Nie wiemy ile miała szczebli bo w połowie przestaliśmy liczyć by nie dopuścić do siebie świadomości jak wysoko jesteśmy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po wejściu i spojrzeniu w dol nogi robią się jak z waty a serducho bije trochę mocniej niż zwykle. Dalsza podroż to autobus do LiJang i do Dali.

No Comments Yet.

Leave a comment