Chiny- Emei Shan

Pędząc nowoczesnym i szybkim pociągiem (po torach sunął nawet ponad 200km/h) dojechaliśmy do kolejnego punktu naszej wyprawy Emei Shan. Wypoczęliśmy w bardzo komfortowych siedzeniach, więc byliśmy spragnieni wrażeń i aktywności. Po wyjściu na dworzec nastąpił mały problem z komunikacją, gdyż w zasadzie nie wiedzieliśmy dokładnie gdzie jechać. Udało nam się złapać autobus do centrum, gdzie musieliśmy czekać ponad 40 minut na ten właściwy, który zawiezie nas do wejścia na szlak.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przybyliśmy na miejsce koło godziny 16 więc czas bardzo naglił by dojść w jakieś sensowne miejsce przed zapadnięciem zmroku. Emei Shan to masyw górski na którego szczecie (3099 metrów n.p.m.) znajduje się jedna z czterech świętych gór buddyzmu w Chinach. Wejście na górę zajmuje około dwóch dni a wchodzi się w całości wybudowanymi w minionych wiekach schodami. Po drodze napotykamy liczne świątynie gdzie możemy zapewnić sobie nocleg oraz strawę (mało wykwintną ale dobrą i co najważniejsze ciepłą).

img_247_d20140509171636

Po słonej opłacie za bilety wstępu (ach to słynne chińskie zdzierstwo do którego ni jak nie można się przyzwyczaić)ruszyliśmy na szlak. Osób przy wejściu było wiele ale zgodnie z naszymi przypuszczeniami autochtoni wybrali kolejkę górską na sam szczyt, a obcokrajowcy mozolną wspinaczkę po schodach. Jako, że było już późno zdążyliśmy przejść trzy godzinny odcinek, aż do zapadnięcia zmroku. Kto wspinał się z zakupami na ostanie piętro wieżowca (np. z powodu awarii windy) może łączyć się z nami w bólu łydek. Co innego jak podróżujemy po ubitym gruncie gdzie mamy możliwość aktywowania różnych partii mięśni a zupełnie czym innym jest mozolna wspinaczka z plecakiem po stromych niekończących się schodach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pomimo zmęczenia krajobrazy dookoła były naprawdę wyborne, liczne zalesione wzgórza, przepaście oraz rozrzucone budynki świątyń.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gdy już zapadał zmrok dotarliśmy do jednej z nich i wynajęliśmy pokój na nocleg (cena zwykłego hotelu „na nizinach”).

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zjedliśmy zupę oraz ryż z warzywami i udaliśmy się na spoczynek. Na szczęście było pomieszczenie z ciepłą wodą do kąpieli a pod pościelą znaleźliśmy elektryczne koce do podgrzewania. Oprócz tych dwóch wygód reszta nas nie interesowała.

Po spokojnie przespanej nocy w ciepłych łóżeczkach ruszyliśmy dalej na szlak. W miarę nabierania wysokości pogoda ze słonecznej (gdzie mogliśmy podziwiać piękne widoki),przechodziła w mglę a temperatura znacznie się obniżyła. Warunki pogodowe nadawały kolejnym mijanym świątynią aury tajemniczości.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Na jednym przystanków podczas wędrówki stwierdziliśmy, że to właśnie tutejszy krajobraz pasował najbardziej do naszego wyobrażenia o Chinach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zbliżając się Dos szczytu trafiliśmy na stado małp, które niepokoiły chińskich turystów. Ci zamiast nie zwracać uwagi na zwierzęta dokarmiali je oraz robili z nimi zdjęcia. Panował niesamowity zgiełk i rozgardiasz, czasami nie wiedzieliśmy czy to ludzie oglądają małpy, czy może małpy ludzi.

Wysiłek dwu dniowej wędrówki po schodach opłacił się, gdy oczom ukazał się monstrualny, mieniący się na złoto w słońcu posąg buddy, zamarliśmy w bezruchu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Widok był przepiękny, szczyt wystawał ponad warstwę chmur, świeciło słońce.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Atmosfera była naprawdę magiczna. Podczas naszej chińskiej wędrówki, możemy wymienić tylko kilka miejsc, które posiadały to coś ( a nie są na nowo wybudowanymi zabytkami). Emei Shan jest w zdecydowanej czołówce.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

No Comments Yet.

Leave a comment