Chiny – Chengdu

Po górskich przeżyciach przyszedł czas na powrót do Dali po nasze paszporty i dalszą podróż. Poranny autobus zawiózł nas bezpośrednio pod komisariat, gdzie wpadliśmy zziajani po nasze dokumenty. Pan podał nam paszporty z uśmiechem na ustach, a w nich wiza – na 10 dni!!! Od razu powiedzieliśmy, że nie o to nam chodziło i miało tych dni być 15. I wtedy zaczął się problem, bo obsługa nie wiedziała w jaki sposób anulować obecna błędną wizę i wystawić nam nową. Po godzinie prób powiedzieli, że mamy przyjechać po 15 po nasze paszporty. Całe szczęście, że faktycznie po tej 15-tej im się udało i dostaliśmy nasze nowe wizy. Później kupiliśmy bilety na nocny autobus do Chengdu i w ten sposób wydostaliśmy się z Yunnanu.

W Chengdu od początku było łatwo. Autobus przyjechał kilka godzin wcześniej niż powinien. Gan, która pozwoliła nam spać u siebie, przyjechała po nas na rowerze – mimo ze od jej domu to ponad 40 minut jazdy ( o 7 rano w niedziele !!!). A jak nas znalazła? Nasz sposób na Chińczyków zadziałał rewelacyjnie. Złapaliśmy na skrzyżowaniu policjanta, który o dziwo coś mówił po angielsku, zadzwoniliśmy do Gen i później on jej wytłumaczył gdzie się znajdujemy. Tym sposobem znalazła nas bez problemu. Następnie drogą z północy na południe miasta dostaliśmy się na chińskie osiedle, gdzie zaparkowaliśmy nasze rowery, a Gen kazała nam siedzieć i odpoczywać. W tym czasie wzięła się za gotowanie. Godzinę później przyszedł jej kolega i razem zjedliśmy domowy chiński obiad.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Następnie ów kolega zawiózł nas do rezerwatu pand. Wstęp do parku to 90 yuanow za osobę. A w środku faktycznie pandy są. Jedne w zamknięciu zajadają bambusy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAInne biegają po swoim placu zabaw.


OLYMPUS DIGITAL CAMERA
A panda czerwona w swoim osobnym parku spaceruje po drabinkach lub bawi się z pawiami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W parku można zobaczyć tez inne zwierzęta – czarną  kaczkę z czerwonym dziobem na przykład.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W drodze powrotnej zostaliśmy zaproszeni na typowy niedzielny obiad – hot-pot. Ale o tym w osobnym wpisie. W każdym razie je się tak dużo, że później konieczny jest spacer.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAMy poszliśmy na stare miasto, które po raz kolejny udowodniło nam, że chińska architektura wcale nie jest tysiącletnim zabytkiem, ale makietą, którą buduje się na nowo na zburzonym faktycznym starym mieście.OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z Chengdu wybraliśmy się na wycieczkę w góry, która dokładnie zaplanowała dla nas Gen. Notatki po chińsku z odpowiednimi napisami i pytaniami, wskazówki dojazdu – byliśmy przygotowani znakomicie i dojazd stal się dziecinnie prosty.Rano „zapakowała” nas do autobusu i nakazała kierowcy nas wysadzić w odpowiednim miejscu, a później, z kartkami w kieszeni, ruszyliśmy dalej do Emei Shan.

Brak komentarzy.

Napisz komentarz