Chile – wyspa Chiloe – miasta i miasteczka i nasza Wigilia

Chiloe - oprócz magicznych legend słynie również z dość ciekawej zabudowy - palafitos. OLYMPUS DIGITAL CAMERADomki na wodzie, które całą konstrukcję opierają na palach drewnianych są w każdym miasteczku na wyspie. OLYMPUS DIGITAL CAMERAPodobno lokalni mieszkańcy potrafią "przeprowadzić" taki domek z jednej miejscowości do drugiej za pomocą dwóch łódek, które całą chatkę transportują na wodzie i później stawiają na palach w innym miejscu. Niestety nie mieliśmy okazji obejrzeć tego wydarzenia, ale powinniśmy uwierzyć na słowo, bo mieszkańcy Chiloe mają zapewne dużo dziwnych wynalazków ( jak na przykład 150 rodzajów ziemniaków - ale o tym w osobnym wpisie).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Castro - podobno największe miasto na wyspie, ale mimo wszystko nic ciekawego tam nie ma. Oprócz wspomnianych wcześniej palafitos. W centrum jest duży plac, na nim żółty kościół i tyle. Na Chiloe został wyznaczony szlak drogą kościołów drewnianych, ale mijaliśmy je po drodze i możemy stwierdzić, że nie ma się nad czym rozwodzić - ale jeśli nie ma tam żadnych zabytków, to być może dla Chilijczyków jest to dość duża atrakcja.

Z Castro pojechaliśmy do Cucao, a właściwie pomógł nam w tym kierowca pickup'a, bo oczywiście nie uświadczyliśmy ani grama słońca w dzień wyjazdu. Natomiast wiatr wiał jak zawsze w twarz, a deszcz doskonale przyklejał się do moich okularów - szczególnie kiedy zjeżdżaliśmy z góry.

Na Chiloe nie ma możliwości przejechania 5 kilometrów po płaskiej drodze. Zawsze jest z górki lub pod górkę i to taką konkretną, czyli rower trzeba podprowadzić. Ale nie ma co narzekać, do Cucao dojechaliśmy. We wsi oprócz sklepu z chlebem i coca colą jest kilka miejsc noclegowych, 4 restauracje i park narodowy.

I głównie park jest atrakcją, ponieważ można go nazwać zimną dżunglą. OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Roślinność niczym nie różniła się od tej, którą widzieliśmy w Iguazu w Argentynie, tylko że tu było przyjemnie chłodno i wiadomo było, że zaraz nie wyskoczy na nas puma lub inny zwierz. OLYMPUS DIGITAL CAMERAW Cucao zostaliśmy kilka dni, aby mieć miejsce na święta.

Zrobiliśmy sobie wycieczkę na plażę Punta Pirulil, gdzie prowadziła szutrowa droga przez drogę niczyją.OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA Ale widok gdy dotarliśmy do celu był niezwykły.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I nawet wyszło słońce.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A później zaczęliśmy szykować naszą Wigilię.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zrobiliśmy barszcz, który ulepszony zbunkrowanymi w torbie "gorącymi kubkami" smakował jak w domu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Ze słodkiej kapusty zrobiliśmy mini bigos z grzybami i kiełbaską, a po naradzie z domownikami uświetniliśmy jego smak cytryną i był prawie tak kwaśny jak nasz oryginalny. Do tego jeszcze ryba w oleju z puszki - prawie jak śledź, plus sałatka warzywna. Więc jedzenie było, ale niestety domowej atmosfery trochę zabrakło. Nasze rozmowy z rodziną były krótkie, bo internet umierał co kilka minut, a w hostelu nasi współtowarzysze robili grilla i to każdy w swoim mini gronie, więc nasze puste miejsce dla niespodziewanego gościa pozostało puste. OLYMPUS DIGITAL CAMERADlatego w pierwszy dzień świąt wyruszyliśmy w kierunku Quellon - ostatniego miasteczka na wyspie, gdzie czekał na nas prom na ląd.

No Comments Yet.

Leave a comment