Chile- Szlakiem wielkich jezior

Po naszej wyprawie na lodowiec i wycieczki do gorących źródeł, byliśmy pod wielkim wrażeniem piękna okolicznej przyrody. By nacieszyć się jeszcze jej pięknem postanowiliśmy ruszyć trasą biegnącą wzdłuż jezior. Południowe Chile to kraina jezior, lasów i gór, które są perełkami w ofercie turystycznej tego kraju.  Naszym pierwszym przystankiem było oddalone o ponad 50 kilometrów Lican Ray. Droga z Pucon wiodła trochę pod górę ale widoki jeziora nad którym spędziliśmy tyle czasu wynagradzały wszelkie trudy. Na przedmieściach Villarici po przejechaniu połowy drogi trafiliśmy na bardzo interesujące kulinarnie miejsce, małą restaurację w której wypiekane są empanadas,. Empanadas to wielkie pierogi z ciasta francuskiego gotowane lub wypiekane z różnorakim nadzieniem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

To w jaki sposób i z czym robi się empanadas zależy od regionu. Tym razem zamówiony empanadas nadziewany był mięsem i naładował nas energią na dalszą drogę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Późnym popołudniem dojechaliśmy do Lican Ray, która nie jest dużą miejscowością. Przy szukaniu noclegu nie wzięliśmy pod uwagę tego, że jest to pierwszy weekend po zakończaniu szkoły, czyli początek wakacji. Wszystkie hotele, pole namiotowe i inne miejsca oferujące nocleg były zamknięte. Niezawodną metodą w sytuacjach podbramkowych jest pytanie miejscowych, w jednym ze sklepów ekspedientka wykonała szybki telefon i już za chwilę na rowerze podjechał po nas właściciel jednego z hoteli. Okazało się, że znaleźliśmy nocleg w pięknym małym hoteliku tuż nad brzegiem jeziora i to za w miarę przystępną cenę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gdy już się oporządziliśmy z bagażami zażyliśmy odświeżającej kąpieli, z   kupionym wcześniej winem udaliśmy się na plażę by obserwować zachód słońca.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kosztując co chwila wybornego chilijskiego wina obserwowaliśmy jak  słońce powoli zachodzi za góry. Na plaży były tłumy młodzieży, które świętowały początek wakacji, co niektórzy kąpali się w wodzie, która mówiąc delikatnie do najcieplejszej nie należała.  W miarę upływu czasu woda w jeziorze zmieniała swój kolor na bardziej czerwony, zachód słońca odbijającego się w górskim jeziorze to naprawdę cudo przyrody.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kolejnym jeziorem na naszej drodze było jezioro przy miejscowości Panguipulli. Droga wiodła przez malownicze pola i lasy z widokiem na okoliczne lodowce.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na pastwiskach pasły się krowy oraz wszędobylskie ptaki nazwane przez nas długonosymi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z rozrzewnieniem spoglądaliśmy dookoła, lasy przypominały trochę nasze polskie (bardzo dużo wierzb).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W tych pięknych okolicznościach przyrody wjechaliśmy na rogatki Panguipull.  W centrum tego  urokliwego miasteczka powitał nas piękny drewniany kościółek.  W punkcie informacji turystycznej polecono nam jedno z pól namiotowych i okazało się ono bardzo dobrym wyborem.  Znajdowało się ono na obrzeżach miasteczka, położone na wzgórzu, skąd rozciągał się przepiękny widok na tafle jeziora.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pole namiotowe posiadało wszystko co potrzebne strudzonym wędrowcom. Miejsca do grillowania, ciepły prysznic a nawet śniadanie wliczone w cenę. Z możliwości grillowania szybko skorzystaliśmy i przygotowaliśmy sobie pyszną kolację. Rano na niebie ukazały się chmury co było oznaką zapowiadającego się pogorszenia pogody.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Rankiem ruszyliśmy w stronę Puerto Montt by przygotować się do wyprawy na wyspę Chiloe.

Brak komentarzy.

Napisz komentarz