Chile- Puerto Montt

Do Puerto Montt dojechaliśmy późnym popołudniem, na tyle późnym by informacja turystyczna była już zamknięta, a po drodze nie spotkaliśmy niestety żadnego hostelu. Na szczęście los zesłał nam dobrego człowieka, który wskazał nam przydatny adres, chodź nie była to opcja niskobudżetowa.  Nie mniej jednak po kilku z rzędu noclegach pod namiotem, pozwoliliśmy sobie na drabinę luksus i nocleg w hotelu (chyba drugi raz podczas  naszej podróży po Chile).  Puerto Montt miało być przystankiem by zregenerować siły po biwakowaniu nad jeziorami oraz zebranie nowych na wyspę Chiloe, gdzie warunki podróży mogą okazać się trudne z powodu, przenikliwych wiatrów, deszczu i zimna.  Jak odpoczynek to odpoczynek, bez względu na cenę. Gdy przenieśliśmy już wszystkie klamoty z garażu, gdzie zaparkowane były nasze rowery, do hotelowego pokoju postanowiliśmy udać się na posiłek. Słońce malowniczo zachodziło za góry, kiedy szukaliśmy odpowiedniej restauracji.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tak jak argentyńska część naszej wyprawy kulinarnie była spod znaku wielkich ilości grillowanego mięsa, tak Chile na zawsze kojarzyć się nam będzie z rybami i owocami morza.  Puerto Montt zostanie zapamiętane przez nas właśnie przede wszystkim od strony kulinarnej.  Pierwszej nocy trafiliśmy do restauracji, przy głównym placu, które poleciły nam panie z hotelu, ze względu na dobre potrawy rybne.  Zamówiliśmy tacę rozmaitości morskich i nie zawiedliśmy się, ilościowo i jakościowo byliśmy ukontentowani.  Na małych talerzykach znaleźliśmy wszystko, co zadowoliło nasze podniebienia tej nocy (wśród pikli pojawił się tak dano nie jedzony ogórek konserwowy).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nie spodziewaliśmy się, że przez następne dwa dni przyjdzie nam jeść jeszcze wiele smakołyków w innym miejscu, które znajdziemy zupełnie przypadkiem. Podczas naszego poznawania każdego nowego miasta, czyli włóczenia się po nim bez mapy, od tak na chybił trafił, trafiliśmy na stoiska z pamiątkami i wyrobami regionalnymi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Oprócz turystycznej tandety znaleźliśmy kilka naprawdę pięknych rzeczy, aż żal że nasze rowerowe sakwy są już wypchane po brzegi rzeczami codziennego użytku. Gdy obejrzeliśmy już wszystkie stoiska,  zauważyliśmy wielką halę w której znajdował się targ rybny. Przeszliśmy wzdłuż kanału by zwiedzić również i to miejsce.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Hala podzielona była na dwa poziomy, na parterze znajdowały się stosika z rybami i owocami morza, na górnym piętrze ulokowane były dziesiątki malutkich restauracji.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po leniwym spacerku i podziwianiu bogactwa morskich plonów postanowiliśmy udać na piętro by skosztować tych darów oceanu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na nasze szczęście trafiliśmy do wybornej jak się później okazało restauracji „Pingwin”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Restauracja jak wszystkie dookoła była bardzo malutka  i mieściły się w niej tylko dwa rzędy ławek. Nawiązując do nazwy wszędzie poustawiane były maskotki pingwinów i liczne fotografie pracowników lokalu. Gdy przed wejściem przeglądaliśmy kartę dań, zapytałem się o nazwę nie znanej mi ryby. Pani, która nas obsługiwała, wskazała na pana którego zajęciem było oprawianie świeżych ryb i powiedziała „to właśnie ta ryba, która jest teraz krojona”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pewni tego, że zjemy naprawdę świeżą rybę udaliśmy się do środka.  Nie zawiedliśmy się. ryba była wyborna. Podczas jedzenia wpatrywaliśmy się za okno, gdzie kutry dowoziły co chwila świeżą rybę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jeżeli ktoś z was będzie kiedykolwiek w Puerto Montt, bardzo polecamy zajrzeć do „Pingwina”!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

No Comments Yet.

Leave a comment