Chile – prom na ląd

W Quellon kupiliśmy bilety na prom i nie mogliśmy się doczekać kiedy wreszcie opuścimy wyspę. Wiatr i deszcz trochę nas wymęczyły i liczyliśmy na to, że wszystko zmieni się na lądzie. Początkowo planowaliśmy płynąć z miasta Castro do El Chaiten, jednak w trakcie pobytu na Chiloe stwierdziliśmy, że dojedziemy na samo południe i później popłyniemy najdalej jak się da czyli do Puerto Chacabuco. OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Koszt biletu dla 1 osoby to 15.500 chilijskich peso czyli ok. 90 zł. Za rowery nie trzeba dodatkowo płacić, chociaż na stronie jest podana opłata. Ale przecież jeśli nie chcą pieniędzy to nie będziemy im na siłę wciskać. Małym drukiem na bilecie jest podana informacja, że prom może się opóźnić ze względu na warunki pogodowe. I to jest bardzo ważna informacja ! Bo na Chiloe zawsze są kiepskie warunki pogodowe i prom zawsze się spóźnia, pytanie tylko o ile.

Nasz miał początkowo wypłynąć o 12, jednak wieczorem na szybie biura podróży wisiała kartka, że prom będzie o 14. Dobrze, że mieszkaliśmy tuż obok portu, bo mogliśmy poczekać z rowerami u naszych gospodarzy. Jednak o 13 kazali się zawinąć a promu raczej nie było widać. Staliśmy w strugach deszczu, ukryci pod wiatą na stacji benzynowej i faktycznie prom o 14 się pojawił. OLYMPUS DIGITAL CAMERAZapakowaliśmy się na pokład, a razem z nami ok. 250 osób. Rowery dostały specjalną lożę.OLYMPUS DIGITAL CAMERA Obok nich samochody i ciężarówki.

I pozostało czekanie kiedy wyruszymy. Mieliśmy startować o 15, później o 16. Ostatecznie ruszyliśmy o 17 ( czyli już na starcie mieliśmy 5 godzin opóźnienia ). No i na początku płynęło się bardzo przyjemnie. OLYMPUS DIGITAL CAMERATrochę wiało na zewnątrz, ale spędziliśmy tam kilka godzin wpatrując się w morze i pobliskie wysepki. Poznaliśmy również marynarza, który w latach 80-tych mieszkał w Polsce przez dwa lata i opowiadał nam o swojej wielkiej miłości z Gdańska. Później jednak trzeba było się schować do środka promu, bo zaczęło bujać i to dość ekstremalnie. OLYMPUS DIGITAL CAMERAWięc może nie będę mówić jak się czuliśmy. Ale udało się zasnąć po kilku godzinach męczarni.

Nasz statek płyną tzw. Ruta Cordilliera. OLYMPUS DIGITAL CAMERAPo drodze zawijał do następujących portów:  Melinka – Raúl Marín Balmaceda – Santo Domingo – Melimoyu – Puerto Gala (Isla Toto) – Puerto Cisnes – Puerto Gaviota (Caleta Amparo) – Puerto Aguirre – Puerto Chacabuco. OLYMPUS DIGITAL CAMERAWiększość z nich jest zupełnie odcięta od świata, a prom zawija do nich 2 razy w tygodniu dlatego na statku były też zapasy jedzenia, które rozładowano na lądzie. OLYMPUS DIGITAL CAMERANa miejsce dopłynęliśmy o 23. OLYMPUS DIGITAL CAMERATo był najgorszy scenariusz, bo Puerto Chacabuco to wieś, gdzie oprócz portu jest może 10 domów, no i oczywiście o 23 żywego ducha nie widać. Wyszliśmy więc na drogę, żeby zastanowić się co dalej. I wtedy pojawił się mini bus i kierowca zapytał czy chcemy z nim jechać do Puerto Aysen. I oczywiście, że chcieliśmy. Mimo że to tylko 15 km to w nocy nie chcieliśmy jechać po ciemnej drodze, więc skorzystaliśmy. Kilka metrów dalej dołączył jeszcze jeden Chilijczyk, który też szukał noclegu i tym sposobem kierowca miał już 3 pasażerów, których zawiózł pod same drzwi pensjonatu. Także bezboleśnie ulokowaliśmy się w dość wątpliwej czystości pokoju, ale najważniejsze, że był dach nad głową.

No Comments Yet.

Leave a comment