Chile – Coyhaique – Nowy Rok po polsku w Chile

Puerto Aysen raczej nie zachwyciło nas swoją urodą dlatego postanowiliśmy następnego dnia, że jedziemy dalej do Coyhaique . Deszcz nawet trochę jakby przestał padać więc tym bardziej trzeba było skorzystać z tej dobrej pogody. OLYMPUS DIGITAL CAMERAZaczęła się Patagonia, tak bardzo oczekiwana.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA I faktycznie pierwsze 40 km pokonaliśmy w 2 godziny, bo nie dość, że pogoda sprzyjała, to droga jest wyznaczona w dolinie, więc jest pięknie, malowniczo i nie ma wiatru. OLYMPUS DIGITAL CAMERACo kilka kilometrów zatrzymywaliśmy się, aby zrobić zdjęcie, bo nagle pojawiały się wodospady i rozlewiska rzeki. OLYMPUS DIGITAL CAMERAPóźniej zrobiło się mniej wesoło, bo zaczęła się wspinaczka. Jednak wiedzieliśmy, że to ostatnie 25 km, dlatego nie było strasznego narzekania. I przyjemny zjazd z góry, kiedy wiatr i deszcz biją ci prosto w twarz. Tuż przed miastem zza zakrętu wyłoniła się para rowerzystów i jak się okazało prawie 100% Polacy. Dziewczyna z Polski i chłopak z Irlandii ( znajomość polskiego na 5+ dlatego zostali przez nas ochrzczeni jako „ Polacy z Coyhaique ”. Przy okazji pozdrawiamy i fajnie by było mieć kontakt, bo nawet nie zapytaliśmy jak macie na imię). Spędziliśmy dobre pół godziny na wymianie doświadczeń z podróży, a następnie my ruszyliśmy dalej z górki, oni niestety mieli dużo gorzej.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jeszcze przed wjazdem do miasta czekała nas mała wspinaczka i wreszcie dotarliśmy do celu. Znaleźliśmy nocleg i zaplanowaliśmy wycieczkę na następny dzień. Poszliśmy też na spacer po mieście, żeby znaleźć jakiś bar, w którym spędzimy sylwestra. I bingo! Bar z polską Żubrówką został namierzony, dodatkowo była tam zaplanowana impreza noworoczna.

Następnego dnia poszliśmy na spacer. Oddalony o 5 km od miasta park „Reserva Nacional Coyhaique ” to bardzo dobre miejsce na jednodniowy wypad. OLYMPUS DIGITAL CAMERAAby tam dotrzeć trzeba najpierw wyjść/ wyjechać z miasta w stronę Puerto Aysen i po 3,5 km zaczyna się dość stroma wspinaczka w głąb lądu. Na drodze czekały na nas różne niespodzianki. OLYMPUS DIGITAL CAMERASzlak wycieczkowy w parku jest wyznaczony na 4 godziny marszu, my zrobiliśmy tylko połowę, ponieważ był 31 grudnia i mieliśmy zaplanowaną imprezę noworoczną.
Trzeba się więc było przyszykować.

I tu najważniejsza informacja. W Chile nie ma imprez sylwestrowych, tak jak w Polsce. Tutaj zabawa zaczyna się już w Nowym Roku, czyli od 1:00 do 6:00 rano. Dlatego szampana wypiliśmy przed hostelem, razem z grupą Francuzów, a później poszliśmy do baru. Dzień wcześniej zrobiliśmy rezerwację, bo poprzedniego dnia było dużo osób w tym miejscu. Wchodzimy do baru a tam pustki i nasza jedna rezerwacja na stole. Właściciel dumny, że ma Żubrówkę przyszedł nas przywitać i zadzwonił do kogoś, żeby przywiózł nam sok jabłkowy. OLYMPUS DIGITAL CAMERAZamówiliśmy więc rundę Żubrówki i okazało się, że nie jest to jeden kieliszek, a pół szklanki wódki. Do tego przynieśli nam tonik, faktycznie smakuje to całkiem dobrze. Piliśmy więc mix z tonikiem w oczekiwaniu na sok jabłkowy. W międzyczasie zaczęli pojawiać się ludzie i po godzinie klub faktycznie się zapełnił. Zabawa byłą przednia, na pożegnanie właściciel przyniósł nam „rozchodnika” ( bo kilka minut wcześniej przyjechał sok dla nas) i tym sposobem powitaliśmy Nowy Rok trochę po polsku.

No Comments Yet.

Leave a comment