Azerbejdżan- Lenkeran

Do stolicy azerskiej herbaty- Lenkeranu trafiliśmy przywiezieni przez naszego przyjaciela Pana Fajaza. Przy wjeździe do miasta minęliśmy pomnik przedstawiający wielki samowar, nie zdziwiło nas to wcale gdyż właśnie tu w Lenkeranie uprawia się najlepszą w Azerbejdżanie herbatę. Lenkeren to prawie 50 tysięczne nadmorskie miasto, znajdujące się przy granicy z Iranem. Historia miasta sięga epoki brązu i od zawsze łączyła się z morzem ( etymologia nazwy miasta pochodzi od perskiego: miejsce gdzie podnosi się kotwice).Łatwo jest też dojechać do Baku, nocne pociągi odjeżdżają raz dziennie, późnym popołudniem . Znalezienie hotelu było sprawa prosta gdyż natrafiliśmy tylko na jeden działający. Standard był w miarę wysoki a cena nie wygórowana (po targowaniu się), pewnie dlatego że nikogo w nim nie było. Hotelik był usytuowany w centrum, 20 minut spacerkiem od linii morza. Centralny plac został pięknie wyremontowany, otaczały go plamy i muzeum poświęcone prezydentowi. Reszta miasta to kamieniczki z ogrodami, na niebie zaś króluje wysoka i smukła wieża minaretu. Zdecydowanie największą atrakcją tego miasta jest bazar. Zajmuje on kilka ulic i można na nim dostać pewnie wszystko co ludzkość jest w stanie wyprodukować do jedzenia. Na zwiedzanie i poszwendaniu się bez celu wystarczy w zupełności jeden dzień. Miasto ma atmosferę senno-leniwą, wiec jest idealne do odpoczynku po dłuższych górskich wędrówkach, można wygrzać się na plaży i znaleźć orzeźwienie w wodzie.
Plaża ciągnie się wzdłuż miasta i nie jest zbyt czysta. Idąc plażą możemy zaobserwować łodzie rybackie oraz liczne miejsca piknikowe, od czasu do czasu natrafić można na małe puby serwujące napoje i ciepłą kukurydze. W wodzie trzeba uważać na pozostałości betonowych fundamentów oraz na różne inne niespodzianki.

Woda jest tu w miarę czysta i nie zanieczyszczona ropą jak w pobliżu baku. Podobnie jak nad Morzem Śródziemnym jest potwornie słona.

Co nas ujęło w tym mieście to bardzo mili i otwarci ludzie. Gdziekolwiek nie jedliśmy lub gdy byliśmy u fryzjera, nikt nie chciał zapłaty gdyż byliśmy gośćmi. Oczywiście po długich namowach płaciliśmy za wszystko jak należy, ale osoby o trochę innym podejściu miały by tu raj. To samo tyczyło się noclegów. Na straganie pewna starsza pani sprzedająca przyprawy zaproponowała nam nocleg, pomimo, że żyła w malutkim mieszkanku z córką. Nawet dwóch starszych gentlemanów popijających na chodniku od razu zaproponowali nam miejsce u siebie w mieszkaniu.

Bazar.
Mieści się, koło meczetu nieopodal centrum miasta. Jest to zbiór kilku ulic i na których znajdują się sklepy i stragany. Już od wejścia zagłębiamy się w tłum ludzi a nasze oczy wariują od nadmiaru kolorów i towarów.

Targ pomimo panującego chaosu dzieli się w miarę tematycznie (owoce, tekstylia, żywy inwentarz..). Najwięcej stoisk jest z owocami warzywami (można tu kupić świeże cytryny z okolicznych plantacji i drzew, jeszcze z gałązkami) Na południowym krańcu bazaru znajduje się wielka hala, w której można zakupić mięso, domowe przetwory i przyprawy. Co do mięsa to polski sanepid na jego widok dostał by zawału serca. Mięso porostu wisi na haku, bez chłodni (temperatura koło 30 stopni) ani żadnej ochrony (od brudu i insektów).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Od razu zwróciliśmy uwagę na liczne słoje z piklami, przy okazji próbując co róż ich zawartości.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kolejną, rzeczą obowiązkowo do zakupu są przyprawy (np szafran), jest ich tu bez liku i sprzedawane są wagę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przechodząc po bazarze zauważymy herbatę już pakowaną i opatrzoną firmowym znakiem, tej radzimy nie kupować. Należy uważnie obserwować sklepiki w których znajdują się słodycze, tam też możemy dostać prawdziwą lokalną herbatę na wagę. Jest to dobry prezent a smak w jesienny wieczór nie ma porównania z żadną inną herbatą.

Zobacz więcej zdjęć w galerii »

No Comments Yet.

Leave a comment