Argentyna- Fitz Roy

Drugą naszą wielką wyprawą  w okolicy El Chalten było obejrzenie szczytów Fitz Roy, które górują nad okolicą. Okoliczny park narodowy ma wiele ciekawych tras ale ta jest zdecydowanie najdłuższa oraz bardzo malownicza (oczywiście pod warunkiem, że kapryśna pogoda chodź na kilka sekund będzie łaskawa). Pokonanie całej trasy przewidziane jest na 8 godzin, po drodze znajduje się co prawda kilka górskich kampingów, ale my postanowiliśmy pokonać trasę w jeden dzień.  Po w miarę wczesnej pobudce posililiśmy się ociekającym karmelem ciastkiem w pobliskiej kawiarni i ruszyliśmy na szlak. Pogoda jak na razie była dla nas łaskawa i postanowiliśmy to wykorzystać szybko pnąc się do góry. Początek wycieczki był bardzo malowniczy, wiódł wzdłuż zbocza z pięknym widokiem na rzekę i dolinę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gdy pokonaliśmy pierwsze rozległe wzgórze, droga zaczęła biec przez las. Miało to bardzo duży plus a mianowicie ochronę przed wiatrem.  Zmienność pogody dawała się nam bardzo we znaki, gdy wiał silny wiatr i padał lekki śnieg w pośpiechu ubieraliśmy ciepłe i przeciwdeszczowe ubrania, by za chwilę je zdejmować gdy słońce wyszło zza chmur i przypiekało promieniami.  Tak, w szybkości dostosowywania ubioru do otoczenia stawaliśmy się powoli zawodowcami. Idąc leśną doliną mijaliśmy liczne strumienie oraz jezioro.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Droga nie była ciężka więc raźno szliśmy do przodu. Gdy las był rzadszy, naszym oczom ukazywały się  osnute mgłą okoliczne szczyty.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gdy las powoli zaczął się przerzedzać nastąpił ostatni etap naszej wspinaczki. Droga stromo pięła się w górę i wiodła po ostrych głazach.  Mozolona wspinaczka trwała niecałą godzinę, uprzykrzał ją fakt, że na odsłoniętym zboczu zimny wiatr igrał sobie z nami jak chciał. Gdy pokonaliśmy już ostatni zakręt, naszym oczom ukazały się trzy masywne szczyty oraz rzucone pod ich stopy jezioro.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Widok był piękny chodź iglice szczytów przysłaniały chmury.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Fitz Roy nosi swą nazwę od nazwiska kapitana statku  HMS Beagle, który podczas wyprawy w 1834 roku odkrył znaczne połacie Patagonii.  Szczyt przez swą kapryśną pogodę bardzo długo czekał na swych pierwszych zdobywców. Ludzka stopa stanęła na n im w roku 1952 a postawili ją (lub raczej je) Lionel Terray i Guido Magnome. Z powodu bardzo trudnych warunków tylko nieliczni i bardzo doświadczeni wspinacze są wstanie zdobyć ten bardzo trudny technicznie szczyt. Bywa i tak, że pomimo licznych prób nikt nie jest w stanie zdobyć szczytu na przestrzeni całego roku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Odpoczęliśmy chwilkę i rozkoszowaliśmy się pięknem przyrody oraz smakiem przygotowanych na wycieczkę kanapek. Droga powrotna przebiegała bez żadnych niespodziewanych przeszkód, więc bez problemu dotarliśmy do hotelu. Z przewidzianych ośmiu godzin, trasę zrobiliśmy w sześć….w końcu trzy miesiące na rowerowym siodełku zobowiązują do dobrych wyników.

1 Response

  1. A Ty Piotr to talent literacki po mamie chyba masz. Książkę może napiszecie po powrocie.Pozdrowienia.

Leave a comment