3 dzień w trasie – przejażdżka z zespołem rokowym i wizyta u Miguela

Dzień jak zwykle zaczął się ok. 6 rano tutejszego czasu, ale zanim zebraliśmy się z całym sprzętem, była już 8:00, czyli idealna pora, by wyruszyć w trasę.

Jechało się bardzo dobrze, bo słońce jeszcze było za chmurami, a ruch na drodze niezbyt wielki, ponieważ była to sobota rano. Zatrzymaliśmy się w przydrożnym sklepiku ze sprzętem dla wędkarzy, chcieliśmy kupić wodę. Co prawda mieli tylko bańki 6 litrowe, ale przelali nam wodę do naszych mniejszych butelek i w międzyczasie nawinął się jeden pan z Ukrainy, który już później pośredniczył w naszej rozmowie w lokalnymi. Wszyscy jednak wiedzieli, kim jest niejaki Lato i Boniek, więc w miłym nastroju, z pozdrowieniami pojechaliśmy dalej. Czekała nas kolejna przeprawa przez most – tym razem miał zaledwie 8km, więc w ogóle bułka z masłem 😀 I jechaliśmy dalej. Na licznikach wybił 40 kilometr, na zegarze 11 a mi już trochę zabrakło sił. Trwało to może 5 minut, zatrzymał się stary rozklekotany samochód, na pace siedziało 3 chłopaków, w środku dwóch i bez problemu zapakowali nas i nasze rowery na pokład. Okazało się, że to zespół rockowy, który wraca z koncertu i jedzie właśnie do miejscowości, która była naszym dzisiejszym celem 😀 wspaniale, jesteśmy w domu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Jechaliśmy z całym cygańskim taborem dobrą godzinę, czyli byliśmy do przodu ok.80 km. Panowie skręcili gdzieś w swoją stronę, a nam pozostało szukać miejsca na nocleg i odpoczynek. Miasteczko Guailguychu to piękna mała miejscowość, idealna dla turystów, pełna wielu małych knajpek i domków do wynajęcia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Niektóre ośrodki mają swoje baseny, więc w ogóle raj na ziemi. Przez miasto płynie rzeka, jest mnóstwo małych łódek, więc krajobraz jest przepiękny.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ruszyliśmy na poszukiwanie kempingu, jednak pora była niezbyt korzystna, bo koło 13 wszyscy udają się na siestę i prawie wszystkie miejsca były zamknięte. Udało się dostać do jednej bramy, jednak pani zaśpiewała piękną wygórowaną cenę, więc jej podziękowaliśmy. Szukaliśmy dalej dogodnego miejsca, kiedy zatrzymał się samochód i zapytał, czy potrzebujemy pomocy. Niezbyt jesteśmy przychylni do takich osób, ale pan wydawał się być grzeczny i pomocny. Powiedział, że sam jest turystą rowerowym i może nam zaproponować nocleg w swoim garażu. Najpierw nie wiedzieliśmy co robić, ale ostatecznie stwierdziliśmy, że możemy zobaczyć to miejsce a najwyżej jak będzie coś nie tak, to będziemy szukać dalej.

Bingo. Faktycznie Miguel to zawodowy rowerowiec, ma jeden garaż na auto i drugi na rowery, bardzo różne modele. Był na wyprawie w Niemczech, Szwajcarii i Czechach. Planuje wyjazd do Polski. Przygotował dla nas cały parter swojego domu, udostępnił  łazienkę, kuchnię, przyniósł materace do spania i tylko dopytywał, co jeszcze nam jest potrzebne. Szkoda, że kiepsko mówimy po hiszpańsku, bo to naprawdę fajny gość. Jednak nie przeszkadzało to nam w kontakcie, bo wieczorem do rozmowy przy pysznym lokalnym piwie Quilmes mieliśmy przy sobie laptopy i wujek Google translate pomagał, kiedy język, ręce i nogi już nie dawały rady, żeby się porozumieć.  OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

3 Responses

  1. No Hania, jestem pozytywnie zaskoczony :) Powodzenia w podróży i oby wam się udało dopiąć całość. Patagonii nie macie w planach?
    • hania
      Patagonia za jakiś czas, przed nami jeszcze tysiące kilometrów, więc najlepsze zostanie na deser :D
  2. ewa
    Ach te klimaty: ameryka pd - jak dla mnie raj na ziemi:) Jednak tymi obładowanymi rowerkami pod górkę przy 30 kilku stopniach, bez przerzutek... - podziwiamy :) i trzymamy kciuki za cd rewelacyjnej wyprawy. pozdrawiamy ewa i ciotka Irena:)

Leave a comment